| Jarosław Gburczyk "Historia Łeby" |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| |
Neptun
Dom Kuracyjny
Na przekór żywiołom
Prominentni goście
Max Nitschke
Dom Kuracyjny
Kolejną dużą inwestycją, obok dzielnicy willowej, podnoszącą prestiż Łeby jako nadmorskiego kąpieliska, był Dom Kuracyjny (Kurhaus), obecnie znany jako hotel ,,Neptun”. Historia tego budynku jest tak burzliwa, jak burzliwy bywa Bałtyk, ale o tym za chwilę.
Kamień węgielny został wmurowany latem 1906 roku przez inwestora, barona Herberta von Massowa. Niektóre publikacje polskojęzyczne podają rok 1903 jako datę rozpoczęcia budowy. Stoi to w sprzeczności ze źródłami niemieckojęzycznymi, które są zgodne, że rozpoczęcie budowy nastąpiło w 1906 roku. Również autorytet w sprawie historii miasta - Willi Gillmann w ,,Chronik der Stadt Leba”, wymienia 1906 rok.
Nie wiedzieć dlaczego, obecny właściciel hotelu ,,Neptun” uparcie przedstawia w swoim logo rok 1903, jako datę powstania bądź rozpoczęcia budowy obiektu. Aż nie śmiem podejrzewać, że tak poważna firma zasugerowała się niesprawdzonymi danymi i umieściła je w swoim symbolu. Na potwierdzenie przedstawionych przeze mnie racji przytoczę fragmenty artykułów prasowych z lokalnej "Gazety Lęborskiej" (Lauenburger Zeitung). W numerze z dnia 8 sierpnia 1906 r. czytamy między innymi:
,,W czerwcu przyszłego roku powstanie nowy, nowoczesny zamek plażowy, którego komfortowe wyposażenie będzie odpowiadało nowym czasom. Koszt budowy ma wynieść 150 tys. marek ...”*
Popatrzmy na plac budowy w rok po rozpoczęciu robót. We wspomnianej gazecie z dnia 7 czerwca 1907 roku przeczytamy:
,,Z dużym natężeniem trwają prace wykończeniowe przy budowie Domu Kuracyjnego, jedynego i tak pięknie położonego zamku nad morzem. Dzięki tej budowie, inwestor baron von Massow wystawił sobie tu, na pomorskim wybrzeżu pomnik. Również miasto Łeba i powiat lęborski dzięki tej inwestycji uzyskały perspektywy, które docenią przyszłe pokolenia. Już teraz spora część mieszkańców Łeby jest wdzięczna panu von Massow. Przebywającym tu kuracjuszom, stworzy się w tym wspaniałym zamku pobyt jeszcze przyjemniejszy. W tym roku dojdą kolejne atrakcje, które wypoczywający z pewnością docenią ...”**
Pierwsi goście zawitali w progi Domu Kuracyjnego w lipcu 1907 r. mimo, że jeszcze w części gospodarczej i przy urządzaniu terenu trwały prace wykończeniowe. Trzeba nadmienić, że ówcześnie do wód lub na wywczasy jeździli wyłącznie ludzie zamożni. W dobrym tonie było pokazanie się w modnym kurorcie, gdzie przy okazji spotkań towarzyskich, nawiązywano kontakty gospodarcze i polityczne. Łeba dzięki powstaniu domu zdrojowego o wysokim standardzie, posiadała znakomite ku temu warunki.
Po kilkunastu miesiącach budowy, 23 września 1907 roku nastąpiło uroczyste otwarcie obiektu. Głównym materiałem budowlanym była biała, a nie tradycyjna czerwona cegła, której Lębork był znaczącym producentem na arenie ponadregionalnej. Powód użycia takiego właśnie materiału był bardzo prosty. Otóż baron von Massow oprócz posiadłości ziemskich i licznych nieruchomości, był właścicielem cegielni w Pogorzelicach, gdzie produkowano właśnie białą cegłę. Innym rodzajem budulca były ciosane kamienie granitowe, których użyto przy wznoszeniu wieży.
Dom Kuracyjny przeznaczono do wykorzystania wyłącznie w sezonie letnim i nie posiadał ogrzewania. Dopiero na początku lat trzydziestych przystosowano go do działalności całorocznej, instalując w części budynku centralne ogrzewanie.
____________
* ,,Lauenburger Zeitung” z dnia 8 sierpnia 1906 r.
** Tamże z dnia 7 czerwca 1907 r.

Widokówka z 1907 roku przedstawia niewykończony jeszcze Dom Kuracyjny (brak okien). Ta ogromna flaga nad budynkiem została dorysowana. Obok cukiernia Fritza Hofmanna przy głównej ulicy.

Fotografia Domu Kuracyjnego z jesieni 1907 roku. Wówczas trwały jeszcze roboty ziemne, do których wykorzystywano torowisko i małe wagoniki samowyładowcze.

Zdjęcie wykonane w tym samym dniu co poprzednie, przedstawia Dom Kuracyjny od strony plaży.

Jedna z pierwszych widokówek z wizerunkiem Kurhausu, wydana w 1910 r.
Na przekór żywiołom
Potężny sztorm z wiatrem NN, szalejący nad południowymi brzegami Bałtyku 6 lutego 1911 roku, poczynił ogromne szkody w umocnieniach nadmorskich. Ucierpiało przy tym najbliższe otoczenie Kurhausu poprzez podmycie, a następnie zniszczenie części wydmy, na której był posadowiony. Zaistniała realna groźba ,,wypłukania” budynku i katastrofy budowlanej. Na szczęście skończyło się tylko na strachu, chociaż dom nadal był zagrożony.
Trzy tygodnie później specjalna komisja, składająca się m.in. z wysokich urzędników państwowych i inżynierów, dokonała wizji lokalnej terenu. Niestety nie wiemy do jakich ustaleń technicznych doszła komisja, bo dokumenty się nie zachowały, w każdym razie dom został zamknięty i nie zezwolono na prowadzenie działalności.
Dotychczasowy właściciel nie miał koncepcji uratowania obiektu, więc chciał się go pozbyć, tracąc przy tym niestety grubo ponad sto pięćdziesiąt tysięcy ówczesnych marek. W podjęciu decyzji pomógł mu sztorm, szalejący w lutym 1913 roku. 27 lutego tegoż roku właściciel hotelu w centrum miasta (obecnie Kościuszki 66), Max Nitschke, nabył zagrożoną nieruchomość za symboliczne pieniądze. Zapłacił tylko za teren i bardzo niewielką kwotę za budynek (po cenie materiału rozbiórkowego) oraz sprzęty i meble. Po zapisach notarialnych przystąpił niezwłocznie do prac zabezpieczających, aby nie dać się ubiec kolejnej nawałnicy*).
Nitschke dokonał bardzo kosztownego opasania wydmy na poziomie plaży betonową opaską (murem) o odpowiedniej wysokości, grubości i głębokości, oraz polecił dodatkowo wbicie drewnianej palisady bezpośrednio przed tą konstrukcją. Niezbędnym zabiegiem było też powtórne usypanie wydmy przed Domem Kuracyjnym, co wiązało się z przemieszczeniem kilku tys. metrów sześciennych piasku. Powtórnego otwarcia obiektu dokonano w sezonie 1913 roku.
____________
*) Lauenburger Ilustrieter-Kalender für das Jahr 1914

Widokówka z 1907 roku. Widzimy tu bardzo wyraźnie, że budynek nie posiadał żadnych zabezpieczeń od strony morza. Jedyną przeszkodą był piasek i roślinność wydmowa. Przy wieży widoczne jeszcze fragmenty rusztowania.

Lato roku 1911. Nieczynny Dom Kuracyjny. Jak widać na fotografii, zniszczenia wydmy były rzeczywiście znaczne i zamknięcie obiektu było decyzją słuszną.

Widokówka z 1913 roku, wykonana krótko po zbudowaniau betonowej opaski na plaży i ponownym usypaniu wydmy. Proszę porównać ze zdjęciami z 1907 roku, kiedy Dom Kuracyjny stał na powierzchni, przypominającej płaskowyż.
Powiększ zdjęcie
W styczniu 1914 roku znowu nadciągnął wielki sztorm, który ponownie zniszczył wydmę i dokonał daleko idących szkód w otoczeniu. Kolejna trwoga o Kurhaus, gdyż wszystkie wcześniej wykonane zabezpieczenia zawiodły i uległy żywiołowi. Nienaruszona pozostała jedynie betonowa opaska i palisada. W późniejszym okresie stanowiła ona powód do dumy właściciela hotelu, który w rozmowach często nawiązywał do tego wątku. Po raz kolejny zawisła groźba utraty tego architektonicznego klejnotu. Najbardziej ucierpiała północno-zachodnia strona, gdzie szalejące fale morskie niemalże odsłoniły i podmyły fundamenty.
W momencie, kiedy wydawało się, że walka jest przegrana, w mieście ogłoszono pospolite ruszenie. Prawie wszyscy mężczyźni przybyli na wydmy z łopatami i workami, aby ratować symbol swojego miasta. Pobliskie majątki oddały do dyspozycji wozy i ludzi ze sprzętem oraz workami. Napełniano je piaskiem i rzucano wprost pod nacierające fale.
I tym razem człowiek zwyciężył z nieprzewidywalną naturą, budynek dalej stał dostojnie i królował nad łebskimi plażami. Dobry duch czuwał nad zameczkiem, który nękany kataklizmami, kolejny raz nie pokłonił się wyjącym, morskim falom.
Po wykonaniu koniecznych robót ziemnych na wydmie i zasadzeniu roślin, przywrócono jej wygląd sprzed sztormu. Ponownego otwarcia domu dokonano w Zielone Świątki tego samego roku. Trochę później zostały wykonane w wodzie drewniane falochrony, prostopadle do linii horyzontu, które zachowały się do dziś.
Ten atakowany przez żywioły obiekt, nigdy nie oddał morzu nawet kawałka cegły ze swojej substancji. Jakieś nieprawdopodobne szczęście miało w opiece solidne mury i ich nowego właściciela. O innym rodzaju szczęścia mógł mówić Nitschke w 1935 roku, gdy wyszedł z sali rozpraw Sądu Najwyższego Rzeszy. Jak się tam znalazł uczciwy hotelarz z Łeby? Ni mniej, ni więcej, tylko po nabyciu Domu Kuracyjnego od barona von Massowa jako obiektu rozbiórkowego, Nitschke przywrócił budynek do pełnienia funkcji pierwotnych.
Baron von Massow czuł się oszukany i zarządał od nowego właściciela zapłacenia różnicy wartości obiektu. Wszak pomiędzy dobrze prosperującym hotelem, a obiektem do wyburzenia, jest ogromna różnica wartości. Nitschke nie miał zamiaru dopłacać, na co baron wytoczył mu proces. Takim to sposobem, przez 22 lata dawny i nowy właściciel Kurhausu spotykali się na salach sądowych, aż w końcu zapadł wyrok ostateczny na korzyść Nitschkego.

Uwieczniony na widokówce obraz zniszczeń, dokonany przez sztorm w dniach 9-11 stycznia 1914 r. Betonowy mur na plaży okazał się zbyt niską zaporą dla napierającego żywiołu. U podnóża wydmy widoczne worki z piaskiem.
Prominentni goście
W okresie międzywojennym Kurhaus był centrum życia towarzyskiego wakacyjnej Łeby. Niejednokrotnie ludzie z pierwszych stron gazet gościli w jego progach. Aktorzy, artyści, sportowcy, przemysłowcy i politycy, to elity, które upodobały sobie ten nadmorski zakątek. Z bardziej znanych osobistości należy wymienić kanclerza Austrii Dollfussa, czy ministra spraw wewnętrznych Rzeszy Wilhelma Fricka, któremu po latach amerykański sierżant Woods założył w Norymberdze stryczek na szyję. Numer telefonu 114 w Łebie, był znany coraz szerszym kręgom prominentnych osób w całych Niemczech.
Do legend należy zaliczyć opowieści, które mówią, iż częstym letnikiem bywał tu Hermann Göring. Istotnie był on w Łebie jeden raz na inspekcji poligonu lotniczego i jego krótki służbowy pobyt jest mylnie wiązany ze spędzaniem urlopu.

Właściciel Kurhausu Max Nitschke (1865-1945) z żoną Luisą (rodowita łebianaka). W 1891 roku objął on posadę administratowa majątku w Nowęcinie i od tego czasu związał się na stałe z Łebą. 28 stycznia 1945 roku opuścił wraz z rodziną miasto i udał się na zachód, unikając w ten sposób kontaktu z Rosjanami. Po kilku miesiącach zmarł.
W czerwcu 1936 roku przybył do Łeby niezwykły gość. Człowiek młody, a już owiany legendą niezwyciężonego. Mowa oczywiście o Maksie Schmelingu, mistrzu świata z lat 1930-32 i najlepszym niemieckim sportowcu XX wieku. Ten zawodowy bokser wagi ciężkiej 19 czerwca 1936 roku stoczył w Nowym Jorku najbardziej prestiżową walkę w swoim życiu. Stanął do pojedynku przeciwko amerykańskiemu, czarnoskóremu gwiazdorowi Joe Louisowi. Cały świat zasiadł przy odbiornikach radiowych i słuchał bezpośredniej transmisji z ,,New Yorker Yankee Stadion”.
Walka do końca była zacięta i emocjonująca. Dopiero w dwunastej rundzie Schmeling posyła przeciwnika na deski i zwycięża przez k.o. 40 tys. widzów na stadionie zamarło z przerażenia, kiedy ich ulubiony ,,Bombardier” nie miał siły wstać. W Niemczech zapanowała euforia. Minister propagandy Rzeszy Goebbels, który słuchał audycji w towarzystwie żony boksera, niezwłocznie wysłał do niego telegram, w którym pisał: Wiem, że walczyłeś dla Niemiec. To było niemieckie zwycięstwo. Wszyscy jesteśmy z ciebie dumni.
Oczywiście Goebbels wykorzystał tę okoliczność do swoich celów, przedstawiając Schmelinga jako bohatera walczącego w imię idei narodowego socjalizmu, wszak jego przeciwnik był ,,obcym rasowo” niearyjczykiem. Również Hitler wysłał telegram do Nowego Jorku o bardziej lakonicznej treści: Proszę przyjąć gratulacje z okazji wspaniałego zwycięstwa.
Po powrocie boksera do kraju na pokładzie sterowca ,,Hindenburg”, zgotowano mu owacyjne powitanie. W międzyczasie firmy fonograficzne wytłoczyły tysiące płyt gramofonowych z transmisji radiowej, aby każdy mógł przeżyć to jeszcze raz. W kilka dni po powrocie do Niemiec, Schmeling z małżonką Anny Ondrą wyjeżdżają na odpoczynek do Łeby.
Jakiż to był zaszczyt i promocja dla miasta, a w szczególności dla Kurhausu, gdzie się zatrzymali. Mieszkańcy i turyści natychmiast rozpoznali wielkiego sportowca i znaną aktorkę, okazując im dowody sympatii.

Wakacje 1939 roku Max Schmeling spędził również w Łebie. Na fotografii, w ogrodzie leśniczego Karla Gongolla przy dzisiejszej ul. Obr. Westerplatte 4.
(arch: Willi Börke)
Do rewanżowej walki z Louisem doszło w 1938 roku. Tym razem przeciwnik był lepszy i w 124. sekundzie walki posłał na deski dawnego zwycięzcę, który został policzony do dziesięciu, tym samym przegrywając walkę. Z całą pewnością sportowiec odwiedzał miasto w kolejnych latach. Schmeling był jednym z nielicznych sportowców niemieckich, których wcielono w czasie wojny do Wehrmachtu. Bezpośrednią przyczyną tego była odmowa wstąpienia do NSDAP.
Zmarł w 2005 roku w Hamburgu, dożywając sędziwego wieku 100 lat! Od 1940 roku Kurhaus przestał być instytucją ogólnodostępną. Został wydzierżawiony przez Rakietową Stację Doświadczalną w Rąbce na kwatery dla jej szefa z małżonką, personelu kierowniczego i wyższych oficerów. Więcej o stacji doświadczalnej - w dalszej części opracowania.

Kurhaus na widokówce sprzed I wojny św. Od czasu rozpoczęcia działalności, był on ulubionym motywem dla fotografów i producentów widokówek.

Lata 20. Widokówka przestawiająca jasno oświetlony Dom Kuracyjny w scenerii nocnej

Piękna widokówka z 1931 roku, przedstawiająca Kurhaus od strony morza.

Wydmy nadmorskie z Domem Kuracyjnym w tle, w scenerii burzowej. W tym mniej więcej miejcu obecnie znajduje się główne wejście na plażę "A", które powstało w okresie powojennym. Widokówka jest dziełem miejscowej aptekarki i znakomitego fotografa, autorki wielu wspaniałych zdjęć i widokówek - Eriki Kruse. Wykonano ją w połowie lat 30 XX wieku.

Jeszcze przez jakiś czas po wojnie korzystano z poniemieckich, przestemplowanych widokówek, ponieważ brakowało rodzimej produkcji. Pierwsze, polskie widokówki Łeby były wytworzone "po piracku", gdyż powstały one na skutek skopiowania widokówek niemieckich. Zobacz w "Galerii powojennych widokówek i fotografii"

Po zakończeniu II wojny św. i upaństwowieniu Kurhausu, początkowo pełnił on funkcję profilaktycznego domu zdrowia (PDZ "Bałtyk"), następnie został przejęty przez Fundusz Wczasów Pracowniczych. Wówczas obiekt nazwano "Neptun" i ta nazwa jest używana do dzisiaj.
Max Nitschke
Na końcu tego rozdziału chciałbym poświęcić nieco uwagi dawnemu właścicielowi Domu Kuracyjnego, Maksowi Nitschke. Urodził się on w 1865 roku w Rydzewie (niem. Rietzow) w powiecie drawskim. Był synem pastora, miał dziesięcioro rodzeństwa, ukończył szkołę rolniczą. Człowiek ten w ciągu 54 lat życia w Łebie dokonał dla miasta i społeczności tyle, że wystarczyłoby na kilka niezłych biografii.
Niestety, na jego życiorysie jest ciemna plama, która na zawsze zamknęła mu drogę na piedestały. Nitschke był aktywnym członkiem nazistowskiej partii NSDAP i jawnym antysemitą. Nigdzie jednak nie natrafiłem na chociażby poszlakę, świadczącą o jego działalności przestępczej w związku z działalnością polityczną.
Z kronikarskiego obowiązku wymienię jego ważniejsze dokonania, których ślady w wielu przypadkach są żywe do dzisiaj. Analizując jego działalność społeczną i gospodarczą dochodzimy do wniosku, że był to człowiek sukcesu. Zdecydowana większość poczynań, do których się zabierał, została zakończona po jego myśli. Już w pierwszych latach pobytu w Nowęcinie, gdzie pełnił posadę administratora (1891-99) i postawił na nogi upadający majątek, udzielał się społecznie przy zadrzewianiu wydm i miasta.
Nie tylko organizował sadzonki, ludzi do pracy, transport itp., ale też opracowywał koncepcje zieleni miejskiej. Było to jego pasją do ostatnich lat życia. Dzięki ogromnemu zaangażowaniu, współcześnie możemy podziwiać wiekowe brzozy przy alei Brzozowej, przyuliczne drzewa w innych rejonach, zalesione wydmy, park wokół Łabędziego Stawku i zachodniej strony ul. Wojska Polskiego i wiele innych miejsc.
Pasja społecznikowska pchnęła go do założenia w Łebie spółdzielni mleczarskiej, w której później był szefem rady nadzorczej (nieodpłatnie). W tym okresie, czyli pod koniec XIX wieku, Nitschke pisał liczne artykuły do różnych gazet, żeby wypromować ideę budowy linii kolejowej z Lęborka do Łeby. Tam gdzie nie mógł drukować swoich tekstów, tam płacił dziennikarzom z własnej kasy, żeby umieszczali stosowne treści.
W tym celu spotykał się też nieoficjalnie z urzędnikami, którzy w końcu podjęli pozytywną decyzję o budowie torów. Obsesyjnie chciał umożliwić przyjazdy koleją turystom ze Śląska. Już w tamtych latach był radnym i udzielał się w radzie parafialnej. Te funkcje piastował przez wiele lat.
Kolejną jego zasługą był udział w budowie dzielnicy willowej, której pomysł powstania przypisuje się jemu. W międzyczasie stał się człowiekiem zamożnym, który posiadał hotel, majątek Sarbsk (jako 3 wspólnik), dzierżawił knajpę na dworcu, miał sklep kolonialny, dom na wynajem (8 mieszkań), następnie nabył za bezcen Dom Kuracyjny i wiele innych nieruchomości. Był dzierżawcą jeziora Sarbsko i właścicielem kilkuset hektarów gruntów rolnych w różnych miejscach.
Następnym jego przedsięwzięciem było doprowadzenie do uruchomienia w mieście filii banku Raiffeisen do obsługi obrotu gospodarczego. Mimo nie najmłodszych już lat, intensywnie lobbuje na rzecz budowy zakładu kąpieli gorących, który w roku 1928 wybudowano po sąsiedzku z Domem Kuracyjnym. Ukoronowaniem jego działalności społecznej, było utworzenie od podstaw Pomorskiej Szkoły Szybowcowej na wydmach ruchomych, która rozpoczęła działalność w 1930 roku. Szkoła szybowcowa była jego życiowym pomnikiem, znana w całej Europie ze znakomitych osiągnięć i kadry instruktorskiej o najwyższych kwalifikacjach.
Był wydawcą wielu widokówek, folderów i przewodników. Te imponujące dokonania były dziełem człowieka, który miłość do miasta dzielił z nazistowską ideologią nienawiści, dlatego ich wartość dla wielu współczesnych mieszkańców Łeby, może mieć charakter kontrowersyjny.
28 stycznia 1945 roku, wyjeżdża z Łeby wraz z rodziną w kierunku zachodnim. Jako człowiekowi związanemu interesami i towarzysko z kierownictwem Stacji Rakietowej (w Domu Kuracyjnym mieszkał szef stacji z małżonką), zaproponowano mu dołączenie do kolumny ewakuacyjnej. Zmarł śmiercią naturalną w zachodnich Niemczech, kilka miesięcy po zakończeniu wojny w wieku 80 lat.

Jeden z kilku przewodników napisanych przez M. Nitschke. Tytuł brzmi: "Przewodnik po kąpielisku bałtyckim Łeba i okolicy".
Copyright © 2007 by Jarosław Gburczyk
Prawa autorskie zastrzeżone
|
|
|
|
|
|
| |
57 Odwiedzający (115 Wejścia) dzisiaj. |
|
|
|
|