| Jarosław Gburczyk "Historia Łeby" |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| |
Wiek XIX - cz. I
Niemcy i Kaszubi
Okres Napoleoński
Małpedyna
Statek na strondzie
Opieka zdrowotna
Jubileusz
Ratownictwo morskie
Szosa do Lęborka
Łeba, a wojna francusko-pruska
Niemcy i Kaszubi
Wiek XIX przynosi demograficzny, urbanistyczny i infrastrukturalny rozwój miasta. Nie szło to niestety w parze ze znaczącym rozwojem gospodarczym i wzrostem zamożności obywateli. Wprawdzie przybywało rybaków, wędzarni, warsztatów rzemieślniczych i składów, ale było to proporcjonalne do wzrostu liczby ludności i nie odbiegało od standardów pomorskich miasteczek. W ciągu stulecia liczba mieszkańców zwiększyła się prawie trzykrotnie, osiągając w 1910 roku stan 1997 osób (razem z Żarnowską, Stęknicą i Stilo).
Wiek ten przejawiał się w historii miasta wyparciem ze struktury narodowościowej resztek ludności kaszubskiej. We wcześniejszych rozdziałach wzmiankowałem, o współistnieniu w miasteczku nacji kaszubskiej i niemieckiej. O ile w pierwszych wiekach swojego istnienia, dzięki sprowadzonym osadnikom z Niemiec posiadało ono charakter mieszany, o tyle w końcu XIX wieku już wybitnie niemiecki.
Nie wydaje się, żeby na przestrzeni dziejów Kaszubi odgrywali w Łebie dominującą rolę. Dowodem tej tezy jest brak materiałów źródłowych pisanych po kaszubsku lub po polsku. Oponent powie, że język kaszubski został językiem pisanym stosunkowo niedawno. To prawda, niemniej jednak częściowa. Pierwsze druki po kaszubsku pochodzą z 1586 roku i dotyczą pieśni religijnych.
Do tej pory zetknąłem się zaledwie z dwoma krótkimi tekstami pisanymi po polsku, dotyczącymi Łeby, z lat 1663 i 1709. Nie ma też materiałów niemieckich (z wyjątkiem kilku wzmianek dotyczących zboru ewangelickiego), wskazujących na działalność gospodarczą, społeczną i kulturalną ludności kaszubskiej w mieście.
Odprawiane co kilka tygodni, do 1850 roku, nabożeństwa ewangelickie po kaszubsku świadczą o tej grupie, jako o niewielkiej mniejszości etnicznej. Niektórzy polscy autorzy w sposób tendencyjny przedstawiają historię miasta, udowadniając na siłę wyłącznie jego kaszubski charakter w przeszłości. Tym samym świadomie nie dostrzegają dwunarodowej - polskiej i niemieckiej specyfiki dziejów Łeby. To samo można powiedzieć o niektórych autorach niemieckich, zupełnie pomijających kaszubskie wątki w historii miasta.
Germanizacja, a więc działania skłaniające do odrzucenia własnej narodowości, kultury i języka oraz tok asymilacyjny (dobrowolne przystosowanie się ludności), to główne czynniki powodujące regresję demograficzną ludności kaszubskiej w Łebie. Zwłaszcza okres Kulturkampfu (walka kulturowa) spowodował nasilenie tych działań po 1871 roku.
Nie bez znaczenia dla procesu "dekaszubizacji", była kilkuwiekowa przynależność miasta do zwierzchnictwa niemieckiego (Krzyżacy, Brandenburgia, Prusy) i gdzieś pomiędzy nimi, do pomorskiego (Gryfici). Dwudziestoletni okres przynależności do Korony polskiej (1637-57), pozostał bez większego wpływu na późniejszy kształt procesu narodowościowego.
W roku 1861 badania demograficzne przeprowadzone przez A. von Fricksa wykazały, że w powiecie lęborskim zamieszkiwało dokładnie 1001 obywateli o słowiańskim pochodzeniu, niemniej jednak deklarowali się oni jako Niemcy*). Stanowiłć to miało 2,5% ogółu mieszkańców powiatu w ówczesnych granicach (rok 1861 - 40.237 osób). Nie wiemy jakimi kryteriami kierował się von Fricks w swoich badaniach. W każdym razie odbiega on znacznie od innych autorów, podając mocno zaniżone liczby.
Rzetelność badań von Fricksa chciałbym skonfrontować z wynikami polskiego badacza z Galicji, Stefana Ramułta (1859-1913), będącego autorytetem w sprawach kaszubskich. Podaje on, że w 1892 roku, w powiecie lęborskim mieszkało 4227 Kaszubów (9,72% ogółu mieszkańców), w tym 3179 katolików**). Chciałbym nadmienić, że autor w odniesieniu do pow. lęborskiego, opierał się głównie na wyliczeniach szacunkowych i oficjalnych wynikach ze spisu ludności w 1890 roku, stąd jak sam przyznaje, możliwa jest pewna nieprecyzyjność.
"Zaprawdę dziwnych rzeczy można się dowiedzieć ze spisów urzędowych (pruskich)" - pisał Stefan Ramułt na łamach swojej pracy "Statystyka ludności Kaszubskiej". W oficjalnym spisie pruskim z 1890 roku podano, że w lęborskiem mieszkało zaledwie 158 Kaszubów i 1873 Polaków, nie-Kaszubów. Dane te są na tyle nieprawdziwe, że nawet niektórzy badacze niemieccy poddają je w wątpliwość. Osobiście uważam badania Ramułta za wiarygodne, dlatego w niniejszym opracowaniu przyjąłem je za podstawę statystyczną dla omawianego zagadnienia.
Poniżej przedstawiono liczebność ludności kaszubskiej Lęborka i Łeby, oraz niektórych miejscowości leżących w jej pobliżu, według Ramułta. Stan z 1892 roku:
- Lębork - 270 (3,35% ogółu mieszkańców)
- Łeba
z Żarnowską - 14 (0,72% - głównie w Żarnowskiej)
- Białogarda - 0
- Charbrowo - 0
- Garczegorze - 13 (3,02%)
- Krępa - 33 (11,2%)
- Łebieniec - 0
- Nowęcin - 0
- Sarbsk - 0
- Szczenurze - 8 (2,09%)
- Ulinia - 13 (3,22%)
- Wicko - 3 (0,58%)
- Wrześcienko - 13 (2,38%)
Jak widzimy, pod koniec XIX wieku, Kaszubi występowali w pow. lęborskim w stosunkowo niewielkiej liczbie, żeby nie powiedzieć w formie szczątkowej. Na przykład w gminie miejskiej Łeba stanowili oni 0,72% ogółu, co z kulturowego punktu widzenia było bez większego znaczenia. Największe skupiska Kaszubów w pow. lęborskim znajdowały się we wschodniej części powiatu, na pograniczu z Prusami Zachodnimi, czyli polskim Pomorzem pod zaborem pruskim. Niejednokrotnie miejscowości z tych terenów miały swoje parafie katolickie po drugiej, polskiej stronie dawnej granicy.
Oczywiście bardzo wielu mieszkańców lęborszczyzny miało kaszubskie, wielopokoleniowe rodowody, jednak nie wszyscy w czasie spisów ludności czy badań demograficznych do nich się przyznawali lub ich po prostu nie znali. Dlatego należy wnioskować, że rzeczywista liczba Kaszubów na terenie powiatu lęborskiego była większa od liczb podanych wyżej.
Ludność kaszubska rejencji koszalińskiej w 1892 r.***)
| Powiat |
Katolicy |
Ewangelicy |
Razem |
| lęborski |
3179 |
1048 |
4227 |
| bytowski |
4285 |
512 |
4797 |
| słupski |
860 |
4000 |
4860 |
| pozostałe powiaty |
1730 |
170 |
1900 |
| Razem |
10054 |
5730 |
15784 |
W 1892 roku rejencja koszalińska liczyła 575.000 mieszkańców, czyli Kaszubi stanowili 2,75% ogółu.
____________
*) Franz Tetzner, "Beiträge zur Volks - und Völkerkunde", Berlin 1899
**) Zestawienie własne wg S. Ramulta, "Statystyka ludności kaszubskiej", Kraków 1899
***) tamże
****) Rejencja - okręg administracyjny w Prusach i niektórych innych państwach niemieckich. Organem władzy w rejencji był rząd rejencji. W RFN ten szczebel administracji został zlikwidowany. Powierzchnia rejencji koszalińskiej w roku 1820 wynosiła 13.777 km², co stanowi 60,4% powierzchni obecnego województwa zachodniopomorskiego.
Okres napoleoński
Początek XIX wieku zarysował się w historii powszechnej dominacją Napoleona Bonaparte. Mapy Europy z miesiąca na miesiąc traciły swoją aktualność, a Polska będąca pod zaborami uzyskała namiastkę suwerenności w postaci Księstwa Warszawskiego. Skutkiem prowadzonej przez Napoleona polityki i licznych wojen, Rzesza Niemiecka uległa rozpadowi. W jej miejsce powstały trzy oddzielne organizmy państwowe; Austria, Związek Reński i Prusy. Tym ostatnim było nie na rękę utworzenie Związku Reńskiego, który tylko formalnie był suwerenny, a w rzeczywistości podlegał dominacji francuskiej.
Jako państwo będące w sojuszu z Napoleonem, Związek Reński stał w oczywistej opozycji do Prus. Niezadowolona strona pruska wystosowała ultimatum pod adresem Związku, na które Napoleon odpowiedział wojną. Wkroczył on ze swoimi wojskami do Prus i w ciągu zaledwie 2 tygodni opanował całe państwo. Decydujące bitwy pod Jeną i Auerstedt w dniu 14 października 1806 roku zakończyły się zwycięstwem Francuzów.
Ziemia lęborska nie była teatrem działań militarnych ani poważnych operacji. Dzięki temu mieszkańcy Łeby nie odczuwali bezpośrednich skutków wojny i późniejszej okupacji, chociaż i tu docierały oddziały rekwizycyjne dla zaopatrzenia oddziałów francuskich, oblegających twierdzę w Kołobrzegu (1807). Niestety sam Lębork był w dużo gorszym położeniu.
Miasto leży na strategicznej trasie z Gdańska do Szczecina i przemarsze kilkutysięcznych jednostek na wschód i zachód poczyniły znaczny uszczerbek w zapasach żywności, furażu dla koni i środkach finansowych. W trakcie kampanii rosyjskiej od wiosny 1812 roku, przez miasto przeszło łącznie 24 tys. żołnierzy napoleońskich. Niejednokrotnie zatrzymywały się tu formacje liczące po kilka tysięcy ludzi, co dla liczącego 1600 mieszkańców miasta było nie lada wysiłkiem.
Trzeba dodać, że na początku XIX wieku w Europie Środkowej panował okres głodu. Był on spowodowany głównie słabymi plonami, które wywołały znaczne podniesienie cen zboża. Ludności nie było stać na zakup drogiej mąki do wypieku chleba, więc dodawano do niej odciśnięte z oleju siemię lniane. Nie było to specjalnie smaczne, ale z uwagi na zawartość resztek oleju w miarę pożywne. Chłopi, nie mogąc utrzymać się na dotychczasowym poziomie ekonomicznym, popadali masowo w zadłużenie. Spowodowało to w latach 1805-1812 falę bankructw, pięciokrotnie wyższą niż w okresach stabilizacji gospodarczej.
Małpedyna
Wprowadzona przez Napoleona blokada kontynentalna (1806-1813), miała na celu ekonomiczne osłabienie Anglii. Wydano zakaz prowadzenia wymiany handlowej oraz zakaz wpuszczania statków brytyjskich do portów. Dotyczyło to Francji, jej sojuszników oraz kraje okupowane. Przestrzegania wspomnianych zakazów na wybrzeżu w rejonie Łeby pilnował pułk francuskiej konnicy. Przepisy przepisami, ale żyć jakoś trzeba.
Co sprytniejsi łebianie wypatrywali z najwyższego wzniesienia na wydmach angielskich żaglowców i z pomocą łodzi prowadzili z nimi nielegalny handel. Ile było w tym patriotyzmu poprzez działanie na szkodę francuskiego wroga, a ile zwyczajnej chęci zysku, chyba nigdy się nie dowiemy. Uczciwie mówiąc był to przemyt, albo inaczej szmugiel.
Burmistrzem miasta w okresie blokady kontynentalnej był Mampe. Zacne nazwisko, powtarzające się przez stulecia w dziejach Łeby. Legenda mówi, że to właśnie od niego wspomniana wysoka wydma do wypatrywania żaglowców przyjęła nazwę Mampedüne - Wydma Mampego (19,7 m n.p.m.).
W rzeczywistości ,,patronem" był żyjący trzy pokolenia później potomek burmistrza, dyrektor pocztowy w stanie spoczynku, Theophil Mampe. Zlecił on umocowanie wzgórza oraz wybudowanie schodów i platformy widokowej na szczycie. Nazwa wzniesienia żyje do dzisiaj w języku łebian, w nieco zmienionej i przystosowanej do łatwej wymowy formie, mianowicie ,,Małpedyna". Pamiętam z okresu swojego dzieciństwa, że tak właśnie nazywaliśmy to wzniesienie, gdzie można było przeżyć namiastkę zimowego szaleństwa na nartach albo sankach. Nikt się wtedy nie zastanawiał, jaki może być związek małpy z najfajniejszą górką w mieście.

Rodzeństwo Rademacher w trakcie zimowej zabawy na "Małpedynie". Od lewej: Inge, Helga, Ruth i Max. Fotografia z lat II wojny św. (arch: Petra Zanke)

Wybudowane ma przełomie XIX i XX wieku schody na wierzchołek Mampedüne (wym: Mampedyne), w dużej części zasypane przez osuwający się piasek, do dzisiaj znajdują się na swoim miejscu.
Foto: Jarosław Gburczyk
Statek na strondzie
Nadmorskie położenie Łeby sprawiało, że część mieszkańców regularnie przeszukiwała plaże za wyrzuconym przez morze różnorakim dobrem. Najwięcej znajdowano drewna, które było materiałem powszechnie używanym do budowy statków, wyposażenia i skrzyń na ryby. Sporą część stanowiły powalone drzewa i gałęzie z podmywanych wydm, oraz niesione przez rzeki do morza. Były to tak duże ilości, zwłaszcza w okresie jesienych sztormów, że niektórzy obrali sobie plażę za jedyne źródło zaopatrzenia w opał. Prawdziwym świętem był dzień, w którym morze wyrzucało na brzeg towary z rozbitych żaglowców. Wtedy kto żyw biegł na strond i w ten sposób uzupełniał domowe zapasy, często o towary zamorskie i luksusowe, a także deski, beczki, liny czy skrzynie.
Wody Bałtyku są wręcz naszpikowane wrakami statków z różnych epok, które miały nieszczęście znaleźć swój koniec w głębinach. Dosyć często zdarzało się, że niesterowny żaglowiec dostał się w strefę płytkich wód przybojowych oznaczających jego koniec, ale przynajmniej załogę lub jej część można było uratować. Nie zawsze mieszkańcy Łeby dostrzegłszy statek w niebezpieczeństwie, za główny cel obierali sobie ratowanie życia rozbitków. Bardziej łakomym kąskiem był ładunek.
Niechlubnym tego przykładem była katastrofa statku ,,Langeland", który w 1797 roku uległ nieszczęściu na plażach Łeby. Dokonany na nim rozbój zaowocował między innymi interwencją izby wojennej ze Szczecina, która wydała drukiem regulacje dotyczące ratowania rozbitków i zasad postępowania z odzyskanym z morza mieniem. Te kwestie były już wcześniej ustalone specjalnym edyktem Fryderyka II z roku 1743.
Dlatego wymieniony dokument wydrukowano ponownie w ilości 250 egzemplarzy i rozdzielono po wszystkich nadmorskich wsiach i miasteczkach należących do Prus. Dowodem na to, że Łebianie niezbyt skrupulatnie przestrzegali zawartych tam postanowień, jest skarga starosty von Selechowa. W roku 1824 zarzucił on na forum publicznym, że mieszkańców Łeby bardziej od ratowania życia ludzkiego, interesują łupy z rozbitych okrętów.
Oddając sprawiedliwość trzeba powiedzieć, że owy proceder, mniej lub bardziej intensywnie, był praktykowany przez mieszkańców wszystkich nadmorskich miejscowości i Łeba nie była jakimś wyjątkiem. Skalę zagrożenia na morzu najlepiej przedstawią statystyki. W latach 1820-84 na odcinku wybrzeża należącym do powiatu lęborskiego, morze wyrzuciło na brzeg 52 statki lub ich znaczne fragmenty (wg Adolfa Gerlacha, rok 1928). Do tego dochodzi bliżej nieokreślona liczba jednostek, które zatonęły w całości na głębokich wodach. Ten wykaz nie obejmuje małych łodzi rybackich.
Jestem w posiadaniu kopii ogłoszenia, informującego o licytacji przedmiotów wydobytych ze statku ,,Maike", który 10 listopada 1850 roku uległ strandowaniu (od niemieckiego słowa Strand - plaża) u brzegów Łeby. Dokument jest drukowany gotykiem i mocno nieczytelny. Dzięki pomocy mojego ojca Zygfryda udało się go odczytać i przetłumaczyć przy zachowaniu oryginalnego stylu. Słowo, którego nie udało się odczytać, zostało w tłumaczeniu wykropkowane.
Aukcja
,,W poniedziałek 20 stycznia i w następnych dniach od godziny 9. rano będą licytowane przedmioty z holenderskiego statku ,,Meike" pod kapitanem A. Zellinga. Po ich wydobyciu w mniej czy mocniej zepsutym stanie z ładowni uszkodzonego statku, stwierdzono następujące ilości:
180 Anker* wina w małych i dużych pojemnikach, 500 butelek różnych win, 480 sztuk sera edamskiego, 82 centnary* amerykańskiego tytoniu do cygar, tytoń do palenia, cygara, 60 szefli* kawy, 3000 paczek kongijskiej herbaty, różne towary żelazne:
małe nożyczki, nożyce do strzyżenia owiec, scyzoryki, 100 młynków do kawy, cyrkiel, pilniki, 400 tuzinów prawideł do butów z cholewami, imadła, zamki do drzwi, wiertła, młotki, toporki, różne siekiery, świdry ciesielskie, okucia okienne, 100 pił do przecinania bali, 233 piły do drewna, 50 pił tartacznych, 80 tuzinów pił stolarskich, 890 noży do sieczkarni, 2200 łopat, 1 rola drutu do robienia sit, 7 bosaków, kowadła, komplety sprężyn do łóżek, 320 patelni, 24 centnary /......../, 80 centnarów blachy żelaznej czarnej, 140 tuzinów łańcuchów dla bydła, 60 innych łańcuchów o długości 17, 5 faden*, 60 centnarów blachy ocynkowanej dla blacharzy, 500 centnarów drutu o różnej grubości w rolach, takielunek i rzeczy z okrętu oraz leżący na brzegu wrak.
Wszystkie przedmioty są do kupienia za gotówkę po wylicytowanej cenie. Chętni do oglądania tych tysięcy rzeczy i opakowań są niniejszym zaproszeni".
Łeba dnia 28 grudnia 1850 G.A Gaedtke
____________
1 Anker = 37 litrów (miara materiałów płynnych)
1 Centnar = 50 kilogramów
1 Szefel = 55 litrów (miara materiałów sypkich)
1 Faden = 18 metrów
Z uwagi na pewne wahania w obrębie dawnych jednostek miary, podano wartości średnie.
Przeprowadzona aukcja ruchomości odzyskanych z morza, była największą w historii miasta. Przepisy już wtedy określały, że zabieranie mienia wyrzuconego przez morze czy z przybrzeżnych wraków jest kradzieżą. Jednak z ich przestrzeganiem bywało różnie. W roku 1874 kanclerz Rzeszy Bismarck wydał rozporządzenie o powołaniu Strandamtów (Strand=plaża, Amt=urząd) wzdłuż całego wybrzeża Niemiec. Instytucję tę można porównać do polskiego Obwodu Ochrony Wybrzeża.
Strandamt właściwy dla Łeby miał siedzibę w Słupsku, a jednostką jemu podległą w mieście był Strandvogt (Vogt=strażnik, nadzorca). Miał on m.in. zapobiegać plądrowaniu rozbitych statków i organizować pomoc w zakresie ratownictwa. Prawo morskie mówiące, że mienie odzyskane na morzu należy do tego, który je odzyskał, nie miało zastosowania w wypadku Strandowania statku. Pełnienie funkcji Vogta powierzono burmistrzowi Woetke.
Opieka zdrowotna
Opieka zdrowotna w połowie XIX wieku w Łebie, jak i w całym powiecie, była daleka od wymarzonej. W miasteczku pracował tylko jeden lekarz, o specjalności ,,chirurg cywilny 1 klasy”. Cóż to był za fach? Otóż w tamtym czasie, aby zostać chirurgiem 1 klasy, niepotrzebna była matura ani studia uniwersyteckie! Wystarczyło posiadać odpowiednią wiedzę chirurgiczną oraz umiejętności praktyczne, potwierdzone złożeniem stosownych egzaminów.
Były one dosyć surowe i kandydat na chirurga musiał wykazać się rzeczywistym opanowaniem zawodu. W ich trakcie nie stawiano pytań, które wchodziły w zakres dziedzin nie związanych bezpośrednio z medycyną. Oczywiście, aby posiąść umiejętności chirurga, najlepiej było pracować w szpitalu lub u praktykującego medyka i dokształcać się na własną rękę.
Chirurdzy po studiach uniwersyteckich, jako specjaliści drugiej klasy, mieli prawo używania tytułu doktora. Oj, sporo pracy musiał mieć miejscowy konsyliarz, bo poza Łebą i Lęborkiem nie było innych lekarzy w powiecie! Opiekę nad położnicami i przyjmowanie porodów prowadziła akuszerka, która również była jedyną w miasteczku siłą fachową w tej dziedzinie.
W Lęborku pracowało 4 lekarzy, w tym trzech ogólnych i jeden chirurg cywilny 2 klasy oraz trzy położne i dwie apteki. Tam też znajdował się jedyny w powiecie szpital, który w 1849 r. przyjął zaledwie 32 pacjentów! Poza personelem medycznym z Łeby i Lęborka, na wsiach pracowało jeszcze 8 akuszerek*.
W tym okresie na ziemi lęborskiej nie praktykował żaden dentysta. Dlatego zabiegi na uzębieniu polegały głównie na usuwaniu bolących zębów, czym zajmowali się balwierze, zwani inaczej cyrulikami. Ludzie zamożni, których stać było na leczenie, bądź protezowanie zębów, mogli korzystać z usług dentystów w sąsiednich dużych miastach. Cyrulik był to zawód o rozbudowanym zakresie wykonywanych czynności. Oprócz rwania zębów, byli oni ,,nastawiaczami” złamań i zwichnięć, upuszczali krew, leczyli rany, przystawiali pijawki, usuwali wrzody, zajmowali się drobną chirurgią i przede wszystkim fryzjerstwem.
W większych miastach balwierze mieli swoje cechy, które m.in. zwalczały działalność ludzi nieuprawnionych do wykonywania tego zawodu, nazywanych partaczami. Upadek tej profesji jest związany z postępem i specjalizacją w medycynie ogólnej, chirurgii i stomatologii oraz wyodrębnieniem się zawodu fryzjera, jako osobnego rzemiosła.
Prawdopodobnie ostatnim licencjonowanym balwierzem we wschodniej części Pomorza, był mistrz Papke z Sobowidza pod Gdańskiem. Z uwagi na podeszły wiek, w roku 1937 był zmuszony zaprzestać działalności.
____________
* Zeitschrift “Pommern” - 1/1993
Jubileusz
Nadszedł rok 1858. Na ziemi lęborskiej i bytowskiej przygotowywano się do wielkiej uroczystości z okazji 200-lecia przynależności do Prus. Przypomnę, że na skutek umów welawsko-bydgoskich z września 1657 roku, wspomniane ziemie po 20 latach przynależności do Korony polskiej, przeszły we władanie Brandenburgii-Prus. Uroczystego przekazania tych ziem dokonano 14 kwietnia 1658 roku, a dzień później Bytów, Lębork i Łeba zaprzysięgły wierność Wielkiemu Elektorowi.
We wsiach, miastach i miasteczkach obwieszczenia nawoływały do świętowania w dniu 18 lipca tego ważnego wydarzenia. Starostowie obu powiatów powołali w dniu 28 maja komitet obchodów, składający się z 12 zacnych osób w regionie i polecili wydrukować informacje o obchodach. Zawierały one skróconą historię tych ziem, poprzetykaną elementami propagandowo - patriotycznymi, a w najmniejszym stopniu sam program obchodów.
Czytamy tam między innymi: ,,Do was jest skierowane to wezwanie, aby w dniu 18 lipca godnie świętować. Porzućcie tego dnia wszelkie prace i zamknijcie swoje zakłady. W górę serca, idźcie do kościoła kiedy zabiją świąteczne dzwony i módlcie się do wszechmogącego, że dał wam łagodnego i sprawiedliwego pana, którego hasłem jest: każdemu sprawiedliwość".
Ratownictwo morskie
Nieco starsi mieszkańcy miasta z pewnością pamiętają budynek z pruskiego muru powszechnie nazywany stodołą, który do lat osiemdziesiątych ub. wieku stał w lasku na zapleczu kina. Otóż była to pierwsza baza stacji ratownictwa morskiego (brzegowego) w Łebie, wybudowana w 1866 roku. Pomieszczenie służyło jako hangar dla łodzi ratunkowej, magazyn sprzętu i miejsce zbiórek członków Niemieckiego Towarzystwa Ratowania Rozbitków (DGzRS). Organizacja powstała rok wcześniej w Kilonii i w niezwykle szybkim czasie objęła swoim zasięgiem całe wybrzeże Bałtyku i Morza Północnego.
Pierwszą łódź dla stacji ratowniczej w Łebie ufundowali czytelnicy berlińskiego czasopisma ,,Daheim", dokonując dobrowolnych wpłat na ten cel. Dlatego wyrazem wdzięczności było nadanie nazwy od tytułu magazynu. Łódź ,,Daheim" została zbudowana z blachy stalowej, mierzyła 9 metrów i obsługiwało ją 8 ratowników. Do jej przemieszczania na lądzie służyła specjalna przyczepa ciągnięta przez konie, którą można było wjechać z brzegu do wody i tam wodować łódź.
Nazwa była niezwykle adekwatna do pełnionej funkcji, bowiem słowo Daheim w języku niemieckim oznacza dom rodzinny lub ognisko domowe. Jakież inne mogą być marzenia rozbitka na morzu, jak nie szczęśliwy powrót do domu?

Druga z kolei łódź ratunkowa "Daheim" z 1886 roku.

Rycina z przełomu XIX i XX wieku (fragment widokówki), przedstawiająca wodowanie łodzi ratunkowej w porcie w Łebie z wozu konnego, będącego jednocześnie rampą.
Rok później łebscy ratownicy otrzymali urządzenie do wystrzeliwania z brzegu liny ratowniczej. Zamontowane ono było na wozie konnym, a głównymi elementami były ogromne bębny z nawiniętymi linami. Była to absolutna nowość i powód do zazdrości innych stacji ratowniczych. Po dojechaniu na miejsce akcji ratunkowej szacowano na oko odległość od jednostki wzywającej pomocy i odwijano stosowny odcinek liny.
Następnie końcówkę przyczepiano do pocisku rakietowego z ładunkiem prochowym, umieszczonym na prowadnicy wbitej w ziemię i wystrzeliwano ponad celem. Lina po wystrzeleniu była podejmowana przez rozbitków i służyła do zholowania jednostki lub ludzi na brzeg. Zasięg wynosił kilkaset metrów.
Wynalazcą tego cacka było Królewskie Laboratorium Ogni Sztucznych w Spandau, będącym obecnie dzielnicą Berlina. Pierwotnie aparat rakietowy miał być produkowany na potrzeby wojska, ale nie bardzo znaleziono dla niego zastosowanie. Wynalazkiem zainteresowano towarzystwo ratowania rozbitków, które po wdrożeniu kilku ulepszeń, wprowadziło ten sprzęt do wyposażenia. W następnym wieku urządzenie zostało udoskonalone, przez wprowadzenie napędu spalinowego i gąsienic typu czołgowego. Do 1939 roku DGzRS posiadało łącznie 71 takich aparatów.

Aparat rakietowy - model z 1866 roku.
Godnością pierwszego wioślarza (dowódcy) w nowo utworzonej organizacji obdarzono rybaka Radzoma, a kierownikiem miejskiej komisji ds. ratownictwa został burmistrz Sassenhagen. Członkami towarzystwa byli niemalże wszyscy rybacy i kilka osób nie związanych z morzem. W ciągu 80 lat istnienia zorganizowanego ratownictwa w Łebie, do 1938 roku, uratowano z bezpośredniego zagrożenia życia 117 osób i wykonano pokaźną ilość akcji ratunkowych. Do czasu otrzymania przez stację w Łebie pierwszej łodzi motorowej, wszystkie poprzednie łodzie wiosłowe nosiły tą samą nazwę ,,Daheim".
W 1935 roku skończyła się era wioseł w miejscowym ratownictwie. Nowa łódź ,,Pommern" (Pomorze) była jednostką napędzaną silnikiem Diesla o mocy 80 koni mechanicznych, długości 11 metrów i szerokości 3,10 metra, zanurzenie 0,83 metra i prędkość 8 węzłów. Nowością był kryty pokład, pozwalający iść dziobem na falę nawet w sztormie. W czasie wojny statek został przejęty przez marynarkę wojenną i otrzymał numer taktyczny. Dalsze jego losy są nieznane, prawdopodobnie zatonął.
Z uwagi na wybudowanie portu i zmiany topograficzne ujścia rzeki Łeby, pierwotne położenie stacji ratowniczej stało się mało funkcjonalne. Z tego względu postanowiono wybudować nową w porcie, tuż u ujścia rzeki do morza. W 1903 roku dokonano uroczystego otwarcia nowoczesnego, murowanego obiektu, który zachował się do dziś. W latach 30. wybudowano dodatkowo pochylnię z elektryczną windą do wciągania łodzi wiosłowej do budynku. Niejasna jest funkcja pierwszego budynku stacji ratowniczej, po oddaniu do użytku obiektu w porcie. Prawdopodobnie służył za magazyn komunalny, a w okresie powojennym jako magazyn ławek. W latach 70. i 80. w okresie letnim urządzano w nim dyskoteki, a następnie zburzono.

Budynek nowej stacji ratowniczej na widokówce z początków XX wieku.
Szosa do Lęborka
Po bardzo długim, bo kilkudziesięcioletnim okresie, w 1869 roku wreszcie ukończono budowę drogi Lębork - Łeba. Oddanie tej niespełna 30-kilometrowej trasy, w sposób zasadniczy zmieniło warunki podróżowania i transportu towarów. Do tej pory była to zwyczajna droga gruntowa, która w okresie deszczy miejscami zamieniała się w rzekę błota, a latem wznosiły się nad nią tumany kurzu. Zdarzało się, że po kilkudniowych ulewach piątkowe targowisko świeciło pustkami, bo nie wszyscy kupcy mogli dojechać.
Nowa nawierzchnia została solidnie utwardzona i wybrukowana. Przy tej okazji wybrukowano główną ulicę w mieście (1869), gdyż do tamtej pory nie była ona utwardzona. Jako materiału użyto nieociosanych kamieni polnych, zwanych kocimi łbami.
Wtedy nikt nie myślał o likwidacji czy łagodzeniu zakrętów. Stara droga była dostosowana do warunków terenowych i położenia geograficznego miejscowości, przez które przebiegała. Z tamtych czasów odziedziczyliśmy kilka nieciekawych zakrętów, że wymienię tylko podwójny zakręt pomiędzy Łebą i Stęknicą, czy wjazd do Białogardy. Nową drogę zbudowano w przeważającej części w tym samym miejscu, w którym istniała od stuleci.
Wyjątkiem jest kilkukilometrowy odcinek od Stęknicy, przez Wrześcienko, Skarszewo, do Białogardy, który został pominięty i drodze nadano inny przebieg. Z dawnych map, a zwłaszcza z Wielkiej Mapy Niemiec z 1849 roku wynika jednoznacznie, że stary trakt omijał Charbrowo i Wicko. W trakcie robót, te miejscowości znalazły się na trasie nowej szosy.

Mapa okolic Łeby z okresu budowy szosy Łeba - Lębork. Kolorem żółtym oznaczyłem odcinek starego traktu, który został wyłączony z przebiegu nowej drogi.
Właściciele okolicznych żwirowni zacierali ręce, bo duże zapotrzebowanie na żwir powodowało duże obroty. Przyczyną tak ślimaczego tempa robót był oczywiście brak pieniędzy, który powodował czasami długotrwałe przestoje. W międzyczasie przyszły lata kryzysu ekonomicznego, spowodowane katastrofalną suszą i klęską nieurodzaju w latach 1846/47. Pieniądze na budowę dróg, którymi dysponowało starostwo, musiały być przeznaczone na likwidowanie skutków klęski. W związku z zaistniałą sytuacją, król Fryderyk Wilhelm IV udzielił starostwu dotacji w wysokości 4 tys. talarów na złagodzenie skutków kryzysu, z którego niewielką część przeznaczono na budowę drogi.
Oczywiście pochodną nieurodzajów była podwyżka cen żywności, która spowodowała ogromne niezadowolenie społeczne. Ludzie zwyczajnie biedowali i nie stać ich było na kupno pożywienia po spekulacyjnych cenach. 21 kwietnia 1847 roku w Lęborku doszło nawet do rozruchów ulicznych, plądrowania, ograbiania handlarzy na targowisku i pokątnych sprzedawców. Ta i wiele podobnych sytuacji przyczyniły się do wybuchu rewolucji marcowej w Berlinie w 1848 roku.
Wiek XIX, a zwłaszcza jego druga połowa, był okresem intensywnego rozwoju szos bitych w powiecie. Przyczyniło się to w dużym stopniu do postępu gospodarczego w regionie i znacznie poprawiło połączenia komunikacyjne z resztą kraju. Poniższe zestawienie przedstawia wykonane odcinki dróg twardych i rok oddania ich do użytku, poczynając od lat 30. XIX wieku.
Słupsk - Lębork - 1832
Lębork - Bytów - 1855
Gdańsk - Lębork - 1860
Lębork - Łeba - 1869
Wicko - Rybieńko - 1865
Lębork - Wierzchucino - 1882
Garczegorze - Ulinia - 1896
Stęknica - Sarbsk - 1902
Łeba - Nowęcin - 1902
Żarnowska - szosa lęborska - 1909
Łeba - Rąbka - 1937
Łeba, a wojna francusko - pruska
19 lipca 1870 roku Francja wypowiada Niemcom wojnę, zrywając kilka dni wcześniej stosunki dyplomatyczne. Jej bezpośrednią przyczyną była próba osadzenia przez Bismarcka na tronie hiszpańskim niemieckiego księcia Leopolda von Hohenzollern-Sigmaringen. Przy okazji miała się rozegrać rywalizacja o dominację w Europie. Francja pod rządami Napoleona III zgromadziła 250-tysięczną armię, z czego 25 tys. stanowiła kawaleria i tyleż samo marynarka wojenna. Eskadra kilku pancerników wyruszyła na Morze Północne w celu zablokowania portu w Hamburgu i portu wojennego w Wilhemshaven.
W planach było przejście jednostek morskich przez cieśniny duńskie i wysadzenie desantu na Pomorzu. Groźba lądowania Francuzów na plażach Łeby była realna. Na pierwsze działania zaczepne, 4 sierpnia 1870 roku, wojska pruskie odpowiedziały wkroczeniem do Alzacji, tym samym wojna stała się faktem. Zdecydowanie liczniejsza, bo blisko półmilionowa armia niemiecka, od początku przejęła inicjatywę, wygrywając m.in. decydującą bitwę pod Sedanem w pierwszych dniach września.
W wielu miejscowościach nadmorskich utworzono ochotnicze formacje ochrony wybrzeża, których zadaniem było wypatrywanie francuskich okrętów na morzu. Dosyć wcześnie, bo 17 sierpnia, zauważono w rejonie Stilo kilka nieprzyjacielskich jednostek, w tym duży pancernik z napędem parowym. Natychmiast cała okolica została postawiona w stan gotowości i przygotowywała się do odparcia ewentualnego desantu. Do wysadzenia żołnierzy na brzeg jednak nie doszło i po kilku godzinach okręty obrały kurs na pełne morze.
Niekorzystny dla Francji przebieg wojny, zakończył podpisany 10 maja 1871 roku we Frankfurcie ostateczny układ pokojowy. Niemcy uzyskały gigantyczną kontrybucję w wysokości 5 miliardów franków, płaconych w ratach. Dla uzmysłowienia ogromu tej sumy wystarczy powiedzieć, że za 3,5 tys. można było kupić kilogram złota. Do zdobyczy terytorialnych należała Alzacja i Lotaryngia.

Rozmieszczenie garnizonów na Pomorzu u okresie wojny francusko - pruskiej
Zarządzeniem z 20 maja 1871 roku cesarz Wilhelm przyznał wszystkim kombatantom medal pamiątkowy z brązu ze wstążeczką do przyczepiania na mundurze. Natomiast niekombatantów wojennych uhonorowano medalem z żelaza z obwódką w formie liści dębu i napisem: ,,Za obowiązkowość w czasie wojny". Członkowie ochotniczej straży wybrzeża otrzymywali takie wyróżnienia tylko wtedy, kiedy przez co najmniej 14 dni pełnili służbę na zagrożonym odcinku. Mieszkańcy Łeby łącznie z Żarnowską otrzymali 170 medali dla niekombatantów.

Medale dla niekombatantów za wojnę 1870/71 (awers i rewers)
Copyright © 2007 by Jarosław Gburczyk
Prawa autorskie zastrzeżone
|
|
|
|
|
|
| |
82 Odwiedzający (296 Wejścia) dzisiaj. |
|
|
|
|