Historia Łeby
  Wiek XIX - cz. II
 






Wiek XIX - cz. II

Budowa portu
Kasa oszczędności
Las i promenada
Trochę o gospodarce
Spacer po Łebie




Budowa portu

 

    Do tej pory miasteczko żyjące z morza nie miało porządnego portu. Płytka rzeka Łeba po każdym sztormie stawała się w ujściu nieżeglowna i cumujące na niej kutry musiały przymusowo stać na sznurku. Regulacja koryta i budowa falochronów stawały się koniecznością. O ile małe łodzie rybackie bez problemów pokonywały mielizny, o tyle kutry musiały mieć odpowiednią głębokość wody. W celu odprowadzenia mas wody uchodzących z jeziora Łebsko, należało najpierw stworzyć odpowiedniej szerokości ujście, następnie poprowadzić nurt w szerokim i głębokim korycie do morza.

   Roboty rozpoczęto w 1884 roku, właśnie od strony jeziora. Technika czerpalna nie była jeszcze tak rozwinięta jak obecnie i większość prac wykonywano ręcznie. Czerpaki, taczki i łopaty plus wysiłek ludzki, były podstawowymi narzędziami przy pogłębianiu. Na skutek poszerzenia polikwidowano liczne meandry i zlikwidowano łachy, a wydobytego gruntu użyto do podniesienia terenu na prawym brzegu. W ten sposób uchroniono okoliczne pola i łąki przed wylewami. Po upływie trzech lat prace regulacyjne weszły na obszar portu i przystąpiono do ,,prostowania" ostatniego odcinka rzeki. 

   Do tamtej pory rzeka miała swoje ujście ok. 400 metrów na wschód od obecnego. Pozostałością i urokliwą pamiątką z tamtego okresu jest fragment starorzecza, zwany Łabędzim Stawkiem. Łącznie przez wieki, od czasów Starej Łeby, ujście przesunęło się o około kilometr na wschód, a teraz 400 metrów ,,odzyskano". Roboty ziemne i czerpalne związane ze zmianą ujścia, zakończono w 1890 roku. 


Mapa powstała pomiędzy 1900, a 1903 rokiem, na której widzimy rzekę Łebę po regulacji. U góry po prawej stronie (strzałki) znajdowało się dawne ujście do morza. Proszę zwrócić uwagę na portowy, nieuregulowany jeszcze odcinek kanału Chełst, pomiędzy rzeką  a miastem.


   Od tamtego czasu do dnia dzisiejszego, odcinek rzeki pomiędzy jeziorem Łebsko a morzem, potocznie nazywany jest Dużym Kanałem. W omawianym okresie prowadzono też roboty na kanale Chełst (Mały Kanał), przystosowując go do pełnienia funkcji portu rybackiego. Spotkałem się kiedyś z publikacją pewnego historyka, który twierdził, że w omawianym okresie kanał Chełst powstał od podstaw.

   Nic bardziej błędnego. Połączenie jeziora Sarbsko z morzem w miejscu obecnego kanału, jest przedstawiane już na dawnych, nawet XVII-wiecznych mapach, które należy przyjąć za dowód. Poza tym od wieków na Strudze Młyńskiej, jak to dawniej nazywano kanał, pracował młyn wodny zlikwidowany w 1855 roku.

   Władze miasta dla pokrycia niedoboru środków finansowych na budowę portu, posunęły się do ciekawego i niestety nieudanego triku. Mianowicie zrzekły się na rzecz skarbu państwa sporej połaci wydm nadmorskich, w zamian za przyznanie dodatkowych pieniędzy. W ten sposób z zasobów terytorialnych wykreślono 67 hektarów terenu w pobliżu ujścia rzeki i kilka tysięcy mórg w okolicach Stilo.

   Ustalenia miały charakter ustny, mimo to sprawa nabrała rozpędu, ale w międzyczasie doszło do zmiany urzędników odpowiedzialnych za ten odcinek i nowi o niczym nie wiedzieli. W ten sposób ojcowie miasta pozbyli się terenu, nie dostając złamanego grosza w zamian.

   Kolejno w harmonogramie robót stało wybudowanie mola wschodniego. Była to inwestycja bardziej zaawansowana technicznie, a więc i bardziej czasochłonna. Z pewnością prace były wstrzymywane lub ograniczane z różnych powodów, np. atmosferycznych, gdyż oddanie tej inwestycji nastąpiło dopiero na przełomie 1898/99 roku. 


Ilustracja jest dużym powiększeniem fragmentu widokówki z 1900 roku. Po lewej stronie widzimy nowe ujście rzeki Łeby do morza i molo wschodnie. Krótko po wykonaniu tej karty przystąpiono do budowy mola zachodniego. Na ilustracji po prawej stronie widzimy dworzec kolejowy.  

   Po zakończeniu działań na tym odcinku, rozpoczęto budowę mola zachodniego. Była to konstrukcja betonowa wypełniona przy gruncie kamieniami, a nad powierzchnię wody wystawały skośne filary wysokości około 2 metrów, zwieńczone nawierzchnią. Prace zakończono w 1908 roku. Łącznie oba mola budowano przez 18 lat, a cały port wraz z pogłębieniem Dużego Kanału, przez 24 lata.

   Do realizacji tych inwestycji, razem z groblą i nabrzeżami, zużyto prawie 56 tys. metrów sześciennych betonu, 65 tys. metrów sześciennych kamieni i gruzu, blisko 4 tys. ton stali (wg Willy Gillmanna) oraz bliżej nieokreśloną ilość drewna. Molo wschodnie przystosowano do celów spacerowych i tym samym powstała piękna promenada, od mostu w centrum miasta do główek portu. Oba obiekty pełniły przede wszystkim funkcję ochronną, dzięki temu podniosła się funkcjonalność portu i bezpieczeństwo jego użytkowników. 

   Niestety, niezmienna pozostała odwieczna bolączka związana z zamulaniem ujścia rzeki w czasie sztormów i silnych wiatrów. Niektórzy rybacy twierdzili nawet, że nowe mola i regulacja koryta rzeki, tylko nasiliły proces spłycania. W związku z tym władze zdecydowały się na sprowadzenie na stałe do Łeby pogłębiarki parowej, dzięki której na bieżąco usuwano nadmiar piasku z portu i toru wodnego. Pierwsza pogłębiarka nazywała się "Stolpmünde" (Ustka).

   Innym powodem do narzekań było stosunkowo wąskie, otwarte na północ wejście, które w czasie nawet niewielkich sztormów stawało się bardzo niebezpieczne dla wpływających jednostek. Jak pokazała historia, w ciągu minionych dziesięcioleci wiele kutrów rybackich rozbiło się o główki portu lub zostały w ich pobliżu wyrzucone na płyciznę. W niektórych przypadkach te katastrofy pociągnęły za sobą ofiary śmiertelne. Z końcem XX wieku molo zachodnie zostało pokaźnie wydłużone, a wejście do portu umieszczono od wschodniej, znacznie bezpieczniejszej strony.

                                             Fotografia z 1908 roku, przedstawiająca gotowe mola.

                                                        Molo zachodnie na widokówce z 1920 roku.

 Wizyta łodzi admiralskiej w Łebie na widokówce wysłanej w 1910 r. Po lewej wschodnie molo. Pobyt admirała w Łebie miał związek z dużymi manewrami Cesarskiej Marynarki Wojennej w dniach 10-15 lipca 1907 roku, połączonymi z ostrym strzelaniem do celów nadbrzeżnych w rejonie obecnej plaży B.

Nie lada sensacją i atrakcją dla mieszkańców i turystów w dniu 11 lipca 1907 roku, była wizyta niemieckiego pancernika "Schwaben" na redzie portu w Łebie. Statek wybudowano w 1901 roku, posiadał cztery działa artyleri głownej, kaliber 240 mm i 12 tys. ton wyporności.
  

    W okresie powstawania falochronów (mola) budownictwo hydrotechniczne już powszechnie korzystało z betonów cementowych. Wynalazcą cementu był angielski murarz, Joseph Aspdin, który w 1824 roku uzyskał patent. Jego kolor przypominał mu skały w Portland, więc daleko nie szukając nazwał go cementem portlandzkim. Kolejnym przełomem w budownictwie było zastosowanie zbrojenia stalowego do wzmacniania betonu.

   Na pomysł zastosowania żelbetonu wpadł przypadkowo francuski ogrodnik Joseph Monier z dwójką przyjaciół. Zastanawiali się oni, w jaki sposób wytworzyć dla roślin duże donice, które zarazem byłyby lekkie i wytrzymałe. Wytwarzane z tradycyjnej gliny były ciężkie i łamliwe, z drewna nietrwałe, a z samego betonu kruche. Eksperymentalnie włożyli do formy zbrojenie z drutu i zalali betonem. 

   Efekty przeszły najśmielsze oczekiwania - to było to, czego szukali. Monier wiele się nie zastanawiał i w 1867 roku zgłosił patent. Dwadzieścia lat później prawa do wynalazku odkupił Niemiec G.A. Wayss i nastąpiła światowa ekspansja pomysłu ogrodników w budownictwie. W krótkim czasie doświadczono, że stosowanie odpowiednich domieszek i dodatków do betonu, pozwala na wykorzystywanie go w budownictwie hydrologicznym w środowisku słonowodnym. Takim to sposobem można było wybudować w Łebie dwa solidne mola z zastosowaniem niedawnych wynalazków.

 

 

                      Widokówka z początków XX wieku. W głębi widoczny  niewielki statek z napędem parowym.

   
                                          

Widokówka z 1907 r. Na głównym planie pogłębiarka "Stolpmünde". U góry po lewej wskaźnik wiatru, znajdujący się u nasady wschodniego mola.
   

 Widokówka przypuszczalnie z 1907 roku (brak grobli przy molo zachodnim), przedstawiająca mola i widok na morze. Niestety nie wiemy z całą pewnością, co było przyczyną tak licznego zgromadzenia ludzi na molo wschodnim. Z dużym prawdopodobieństwem chodziło tu o manewry floty w lipcu 1907 roku.  Napis na widokówce głosi: "Pozdrowienia z kąpieliska bałtyckiego Łeba na Pomorzu. Molo i spokojne morze"

Port w Łebie na widokówce z ok. 1920 r.

 



Kolorowana widokówka z drugiej dekady XX wieku, przedstawia kanał portowy u wyjścia w morze. Po prawej stronie widzimy maszt sygnalizacyjny z wiatrowskazem.

Dzwon mgłowy znajdował się u nasady wschodniego mola i był uruchamniany ręcznie w czasie mgły i obfitych opadów. W głębi widoczny Dom Kuracyjny. Widokówka z lat 30. XX wieku.

 

Wejście do portu w roku 1937. Molo wschodnie było wyłożone poligonalnymi płytami kwarcytowymi, dzięki czemu budowla stwarzała monumentalne wrażenie. 

 

Lata 30. Wejście do portu widziane z "wnętrza" kanału. Mola w Łebie, obok domu kuracyjnego, były najczęściej przedstawianym motywem na widokówkach.

 

 Lata 30. XX wieku. Kutry rybackie cumujące na kanale Chełst przy nabrzeżu południowym. Zdecydowana większość tych kutrów była używana jeszcze przez długie, powojene lata. Z uwagi na drewniane poszycie, łebianie nazywali je po prostu "drewniakami".

 

 


Kasa oszczędności 


   W XIX wieku na terenie Niemiec szeroko rozwinęła się sieć kas oszczędnościowych, noszących nazwę ,,Sparkasse". Był to normalny bank, kładący główny nacisk na obsługę klienta masowego. Pierwsza Sparkassa powstała w 1778 roku w Hamburgu i od tego czasu ta instytucja znajdowała się w szybkim marszu rozwojowym. Już w 1836 roku posiadała 300 banków, a 25 lat później ich liczba wzrosła do 1200.

   Na ziemi lęborskiej pierwsza Powiatowa Kasa Oszczędności powstała w stolicy powiatu w styczniu 1848 roku. Jej siedziba mieściła się przy obecnej ulicy Waryńskiego. Powstała w późniejszym okresie konkurencyjna Miejska Kasa Oszczędności, ulokowała się kompleksie ratusza, przy dzisiejszej ulicy Armii Krajowej.

 *) Sparkasse w dosłownym tłumaczeniu oznacza kasę oszczędności. 

Stadt Sparkasse, czyli Miejska Kasa Oszczędności w Lęborku (po prawej) sąsiadowała z ratuszem. Obecna ulica Armii Krajowej dawniej nosiła nazwę Paradestrasse, czyli ulica Paradna. Nazwa była rzeczywiście adekwatna do charakteru przyulicznej zabudowy. W okresie Polski Ludowej ulica ta nazywała się Bohaterów Stalingradu. Widokówka z okresu międzywojennego.
   

   Wzrost zainteresowania mieszkańców Łeby usługami bankowymi świadczonymi przez placówkę powiatową spowodował, że w lutym 1885 roku uruchomiła ona w miasteczku swój oddział. Sparkassa była zlokalizowana na końcu obecnej ulicy 11 Listopada pod numerem 10. Obecnie w tym miejscu stoi wielorodzinny budynek mieszkalny.

   Dzięki temu udogodnieniu nie trzeba było jeździć z pieniędzmi do powiatu w celu uregulowania należności, ani zwracać się do lichwiarzy po pożyczkę, ale również można było bezpiecznie lokować oszczędności. 





Kreissparkasse, Zweigstelle Leba - Powiatowa Kasa Oszczędności, oddział w Łebie. Bank ten mieścił się w nieistniejącym już dzisiaj budynku przy ul. 11 Listopada.

   Działalność tego banku zakończyła się w momencie wkroczenia sowietów do Łeby, w dniu 10 marca 1945 roku. Jeden z byłych mieszkańców miał swego czasu w ręku powojenny dokument z przesłuchania pewnego wpływowego łebianina przez zachodnich aliantów. Posłuchajmy co zeznał ów tajemniczy mężczyzna na temat kasy oszczędności: 

    ,,Jak się dowiedziałem, w oddziale Powiatowej Kasy Oszczędności (Kreissparkasse) w Łebie znajdowały się ponad 2 miliony marek, które wpadły w ręce wroga. W magistracie pozostały też akta. Ponieważ kasa powiatowa nie wywiozła ksiąg bankowych na zachód, dlatego duża część oszczędzających poniosła straty w wyniku działalności wroga. Do dzisiaj walczą oni o wyrównanie strat i uznanie swoich wkładów. Niestety tylko niewielu to się udało, pomimo że przedłożyli numery książeczek i wysokości oszczędności. Prawo nie dopuszcza do uznania roszczeń tych oszczędzających, którzy nie posiadają wymaganych dokumentów" *.  
 

Książeczka oszczędnościowa Powiatowej Kasy Oszczędności w Lęborku, oddział w Łebie. Założono ją w 1941 roku, a ostatniego wpisu dokonano w 1944 r. Po wojnie wkład na tej książeczce został uznany i zrewaloryzowany dopiero w 1954 roku. 

 



Las i promenada

  
   Do lat 80. XIX wieku w Łebie nie było ani jednego skupiska drzew, które moglibyśmy nazwać laskiem. Smutny to musiał być krajobraz, zwłaszcza smagany zimowymi wichrami. Ze świecą było szukać brzóz czy sosenek na wydmach nadmorskich albo w rejonie obecnego Czarnego Stawku (Łabędzi Staw). Pierwszych zadrzewień dokonano w okolicach Mampedüne, w kierunku na jezioro Sarbsko. Eksperymentalnie obsadzono tam jedną morgę sosną i poczekano co z tego wyrośnie. Okazało się, że drzewa doskonale się przyjęły, dlatego z roku na rok rozszerzano powierzchnię nasadzeń, aż powstał las na współczesnym obszarze.

 

Koniec XIX wieku. Widok na "Małpedynę" (Mampedüne - 19,7 m n.p.m.) od południowego zachodu. Podobny, nagi jeszcze krajobraz ciągnął się wówczas aż do Stilo.

Nieco późniejsza fotografia Małpedyny od strony północnej. Na pierwszym planie wyraźnie widoczne sosny z pierwszych nasadzeń w latach 80. XIX wieku.

Kolejny widok na Wydmę Mampego z dalszej perspektywy. Patrząc obecnie na rosnący w tym miejscu las, trudno sobie wyobrazić, że przed ponad stu laty ta okolica wyglądała zupełnie inaczej.

Podejście na Mampedüne od zachodu - stan współczesny. 
                                                                                                                                    Foto: Jarosław Gburczyk

  Do 1896 roku odcinek ulicy Kościuszki od mostu w kierunku północnym, był położony znacznie niżej niż obecnie i wyglądem przypominał bardziej wiejskie wertepy niż przedłużenie głównej ulicy miasta. Wówczas zapadła decyzja o podniesieniu nawierzchni i stworzeniu z tego odcinka promenady. Jako materiału podsypkowego użyto gruzów ze spalonej serowarni. Przez kilkanaście dni wozy konne z majątku w Nowęcinie przewoziły materiał, a robotnicy pracowicie wyrównywali i brukowali nawierzchnię przed hotelem Gaedtke. Na wschodnim skraju nowej promenady posadzono kilkadziesiąt drzew i w ten sposób nabrała ona reprezentacyjnego charakteru. W wyniku podwyższenia ulicy, domy po jej lewej stronie znalazły się kilkadziesiąt centymetrów poniżej poziomu nawierzchni, co bardzo dawało się we znaki w czasie ulewnych opadów.
____________
* BdL - Buergerbrief nr. 49

 

Widokówka z drugiej dekady ub. wieku, przedstawiająca Hauptstrasse (Kościuszki) w rejonie mostu miejskiego. Zaraz za mostem rozpoczynała się promenada, prowadząca do mola wschodniego. 





Trochę o gospodarce


     W mieście   od zawsze istniały wędzarnie. Paliwem do wytwarzania dymu jest drewno liściaste, w tym niektórych drzew owocowych. Pewna stara receptura podaje, że drewno musi być wysuszone, porąbane i pozbawione kory, w kawałkach długich na łokieć. Pod koniec wędzenia dodaje się gałązek jałowca, aby ryba uzyskała połysk i lepszy smak. Nie znam się na wędzeniu, ale wydaje się, że współczesne receptury niewiele odbiegają od dawnych. 

   Niektóre zakłady wyspecjalizowały się w wędzeniu łososia, którego spore ilości odławiano na jeziorze Łebsko i przy brzegu morza w rejonie ujścia rzeki. Proces wędzenia łososia jest skomplikowany i trwa do 30 godzin. Dym wędzarniczy nie może być za gorący, bo wytopi się delikatny tłuszcz i ryba jest niesmaczna. W omawianym okresie w Łebie działało 12 wędzarni, co z całą pewnością powodowało olbrzymie zadymienie powietrza.

     W ostatnich latach XIX wieku Łeba była w dalszym ciągu małym i przeciętnie zamożnym miasteczkiem rybackim. W porcie stało 60 kutrów i łodzi do połowów przybrzeżnych. Posiadanie kutra dawało właścicielowi w miarę godziwy dochód, ale nie czyniło z niego bogacza. Ryba była towarem stosunkowo tanim w zbycie i szybko psującym się. Powszechnie spożywane solone śledzie uchodziły wręcz za pokarm ubogich. Jednym ze sposobów konserwowania ryb jest wędzenie. Dzięki temu procesowi znacznie wydłuża się ich trwałość, a specyficzne walory smakowe czynią z nich przysmak o znacznie elastyczniejszych możliwościach zbytu. 

   Duża podaż świeżej ryby w Łebie stwarzała idealne warunki zaopatrzeniowe dla wędzarni. Innym sposobem na zagospodarowanie łatwo psującego się surowca jest zamykanie w puszki. Dwa zakłady, szumnie nazywane fabrykami konserw, pakowały ryby po obróbce w blaszane pojemniki, zamykały i poddawały aperacji. W takiej formie produkt zachowywał trwałość nawet przez lata i nie było pośpiechu ze zbytem.

   Wynalazcą konserwy był w 1810 roku Francuz Nicolas. F. Appert, a jeszcze tego samego roku Anglik Peter Durant opatentował blaszaną puszkę na konserwy. Jak więc widać, pod koniec XIX wieku ryba w puszce nie była nowością, która mogłaby wzbudzać sensację.

 

  Na potrzeby ludności od wielu lat pracował tartak, oferując szeroką gamę produktów. Napędzano go jedną z dwóch maszyn parowych pracujących w mieście. Odpadła kwestia uciążliwego i kosztownego sprowadzania tarcicy. Tanim kosztem spławiano rzeką Łebą dłużycę, której transport drogą lądową przysparzał wielu problemów. Korzystała na tym również wytwórnia skrzynek na ryby, która była poważnym kontrahentem tartaku. 

  Zakład był pierwotnie zlokalizowany bezpośrednio na lewym brzegu rzeki Łeby, na południe od mostu na ul. Sienkiewicza. Po uruchomieniu w Łebie linii kolejowej (1899), tartak przeniesiono w jej pobliże po lewej stronie ul. Sienkiewicza. Pod koniec 1945 roku Zarząd Miejski sprzedał zakład Morskiemu Instytutowi Rybackiemu, za kwotę 60 tys. złotych. Po kilku latach powojennej działalności, tartak uległ likwidacji. 


   Z innych zakładów pracujących na rzecz mieszkańców należy wymienić oddaną do użytku w 1895 roku mleczarnię. Bezpośrednią przyczyną powstania ,,Molkereigenossenschaft Leba" był pożar małej serowarni przy Hauptstrasse 110 (Kościuszki 71). Główny producent i dostawca mleka w okolicy, majątek Neuhof (Nowęcin), zareagował błyskawicznie. Powołał do życia mleczarnię na zasadach spółki, dysponując oczywiście większością udziałów. 

   Po kilku latach działalności skup i moce produkcyjne osiągnęły wielkość rzędu pół miliona litrów mleka rocznie. Zakład jeszcze pracował po drugiej wojnie, następnie pełnił rolę zlewni mleka i ostatecznie został zlikwidowany w latach 80. XX wieku. Budynek po dawnej mleczarni pełni teraz inne funkcje. Na miejscu spalonej serowarni Otto Hübner wybudował piekarnię, która działała jeszcze krótko po wojnie. 

   Ciekawostką jest, że tamtym czasie nie stosowano jeszcze współczesnego systemu numeracji domów z parzystymi po prawej i nieparzystymi numerami po lewej stronie ulicy. Była to tak zwana numeracja ciągła. Jeżeli przykładowo po jednej stronie ulicy stał szeroki budynek, to stojące naprzeciwko dwa domy otrzymywały kolejne numery.

 

 



Widokówka wysłana z Łeby w 1901 roku, przedstawiająca m.in. miejscową mleczarnię (po prawej).

Dawna mleczarnia przy skrzyżowaniu ul. 11 Listopada i Pow. Warszawy. Wybudowano ją w 1895 roku. Stan z 2007 r. 
                                                                              Foto: Jacek Łakis

 

Jedna z najstarszych zachowanych fotografii mieszkańców Łeby z 1890 r. Od Lewej: Franciska Rademacher (1853-1907) i jej mąż Rudolf (1853-1908). Na kolanach dwoje, spośród pięciorga dzieci. Wszyscy członkowie rodziny urodzili się w Łebie. 
                                                                                                                                             (arch: Petra Zanke)

 

 



 .
Burmistrzowie Łeby w XIX w
 

od 1810 r.

Mampe

1821

Böhme

1822

J.A. Fleischer

1827

F. Milbrot

1845

M.M. Plath

1849

Sassenhagen

1868

Edauard Woedtke

1878

Friedrich Pardeyke

1884

Gustav Leusch

1889 - 98

Karl Haake

 

 


 

 

 

 

Spacer po Łebie


   Udajmy się na mały późnopopołudniowy spacer po Łebie lat 80. XIX wieku i rozpocznijmy go od rogatek. Na pierwszy rzut oka widzimy wiatrak typu holenderskiego, dumnie stojący w okolicy nieistniejącego jeszcze cmentarza blisko drogi na Nowęcin, przy której stoi 10 domów z pruskiego muru po obu stronach. Stoją one w dość zwartej zabudowie, biorącej początek przy skrzyżowaniu z Hauptstrasse (Kościuszki). Nie można powiedzieć, żeby główna ulica była arcydziełem budownictwa drogowego. Wybrukowana zwykłym, nieobrobionym kamieniem polnym, posiada liczne nierówności i trzeba bardzo uważać, aby nie skręcić nogi. 

   Pomyślałem sobie, jaką torturą musi być przejażdżka po tym dywanie z kocich łbów. Idziemy dalej ze 100 metrów główną ulicą, po prawej  ani jednego budynku, tylko łąki i ogrody. Tu znowu zaczyna się zabudowa, a najbardziej rzuca się w oczy budynek piętrowej apteki po lewej stronie (Kościuszki 88). Pracownik magistratu trzymając w ręku długą tyczkę z woskowym knotem, zapala przy szkole jedną z czterech latarń naftowych w mieście. Ich światło w ciemnościach nocy bardziej towarzyszy pieszym i dodaje odwagi, niż oświetla drogę. Po prawej i  lewej stronie domy ciągną się nieprzerwanie do mostu na kanale Chełst. Co kawałek  charakterystyczny dym z kominów wędzarni ni to pieści, ni drażni nasze nozdrza. Nie ma jeszcze okazałych budynków centrali telefonicznej ani poczty. 

   Zatrzymujemy się chwilę na drewnianym, miejskim moście. Przy kilku łodziach rybackich krzątają się rybacy. Powrócili właśnie z morza i dobijają targu z handlarzami. Zaraz za mostem stoi jakaś sypiąca się rudera z szyldem informującym, że amator płynów wyskokowych nie odejdzie stąd z kwitkiem. To jeden z czterech wyszynków w mieście. Kilku rybaków dyskutuje przy kufelku o zaletach nowej łodzi ratunkowej, którą właśnie otrzymała stacja z Łeby. To już nie byle co, jak ta pordzewiała i wywrotna łajba, tworząca zręby ratownictwa w mieście. Nowa łódź też jest z metalu i mierzy 7 i pół metra. 
    
   Po latach na miejscu tej sznapsbudy  restaurator Gaedtke wybuduje ładny i reprezentacyjny lokal. Skręcamy w prawo w Seestrasse (Wojska Polskiego). Po lewej stronie mijamy strzelnicę towarzystwa strzeleckiego. Ostatni strzelcy zbierają wystrzelone łuski, bo nadchodzący zmrok nie pozwala dalej strzelać. Strzelnica znajdowała się  kilkadziesiąt metrów na północ od nieistniejącego jeszcze budynku hali sportowej, po wojnie przebudowanej na kino. Kurzy się jak licho. Nazwa ulicy kompletnie  nie pasuje do tych piaszczystych wybojów.  Po wschodniej stronie znowu młyn wiatrakowy i dwa domy: Schrödera i Lichtensteina. Prowadzi do nich równie piaszczysta dróżka, która po latach przekształci się w piękną Aleję Brzozową.  

   Dalej właściwie nie mamy po co iść, bo architektury nie będziemy mogli podziwiać. Tam panuje już tylko natura, a to nas dzisiaj mniej interesuje. Wracamy więc do punktu wyjścia, mijamy most na kanale i skręcamy w prawo w Marktstrasse (Powstańców Warszawy). Teraz idziemy na południe w kierunku kościoła. Droga znowu jest paskudna i nieutwardzona. Każdy krok wzbija tumany kurzu. Najpierw mijamy po lewej stronie 6 małych domów z pruskiego muru. Na prawo ogromna i czerwona tarcza słoneczna zbliża się powoli do horyzontu * .
   
   Ostatnie promienie słońca schowały się  za kilkoma marnymi drzewami. To one są jedynymi panami tych okolic i żaden dom ani komin nie odbiera im należnego dostojeństwa.  Za kilkanaście lat w tamtym miejscu powstanie dworzec kolejowy. Idziemy dalej i wstępujemy do kościoła. Dostrzegamy tu piękny model trójmasztowego żaglowca, długi na 130 i wysoki na 90 cm, zawieszony w pobliżu ołtarza. Jego fundatorem i budowniczym był Hermann Radzon. (Próżno teraz wypatrywać oczy za oryginałem tego pięknego żaglowca. Po zakończeniu wojny wszelki słuch o nim zaginął i obecnie jest eksponowonana kopia). 

   W pobliżu prezbiterium stoi piękna chrzcielnica, stworzona ręką miejscowego mistrza stolarskiego Friedricha Lawrenza w roku 1858. To dzieło niewątpliwego kunsztu rzemieślniczego, możemy podziwiać do dnia dzisiejszego. Pierwotnie naczynie na wodę w chrzcielnicy było wykonane ze srebra, które ufundował konsul królewski Gädtke. Niestety i po tym drogocennym przedmiocie słuch po latach zaginie. Wychodzimy z kościoła i kierujemy się dalej w lewo. 

   Na małym placu targowym panuje cisza i spokój. Ożywa on dopiero w piątki, kiedy przyjeżdżają okoliczni kupcy i  głośno zachwalają swoje towary. Dalej mijamy jeszcze dwa spichlerze, trzy domy, trzy stodoły i dochodzimy do warsztatu mistrza Lawrenza. Był on żonaty z Luizą Groth, która wydała na świat 2 synów i 5 córek. Po nim warsztat przejął syn Johann. Kolejnym następcą został  Walter, który do końca II wojny św. pielęgnował rodzinne tradycje stolarskie w Łebie. Stąd jeszcze parę kroków i z powrotem dochodzimy do rogatek miasta. 
                   
____________ 
* Maximilian Nitschke in Heimat-Kreis.Kalender 1941




Widokówka sprzed 1899 r. W górnym lewym rogu hotel "Bahr" przy dzisiejszej ulicy Kościuszki 66. Jego kolejnymi właścicielami byli Max Nitschke (1899 - 1922) i Anna Noffke (1922 - 45)

 

Piękna widokówka z przełomu XIX i XX wieku, wykonana techniką litografii. Na głównym planie Struga Młyńska (Kanał Chełst). W głębi hotel Ferdynanda Gaedtke, którego brat Paul w latach 1898-1910 był burmistrzem Łeby.

 

 Widokówka wydana przez hotelarza Ferdynanda Gaedtke w 1908 roku, przedstawia hotel "Plażowy" przy obecnej ulicy Kościuszki, vis a vis Karczmy Słowińskiej. Tą samą nazwę - "Hotel Plażowy" - nosił obiekt hotelowy na plaży A (dolne, lewe zdjęcie), którego pierwszym właścicielem był Gaedtke, następnie Otto Blank.


Ten sam hotel na nieco późniejszej widokówce i pod innym szyldem. Zanim jego długoletnim i ostatnim właścicielem został Konrad Möller (od 1911 r. ?), przez krótki czas należał do nijakiego Brenske. Rodzina Brenske prawdopodobnie nie pochodziła z Łeby, gdyż nigdzie, łacznie ze spisem ludności z 1945 roku, nie natrafiłem na to nazwisko.


Kolejna widokówka, przedstawiająca hotel Gottliba Brenske. Na górnej, lewej fotografii uwieczniono salę konsumpcyjną, natomiast prawa fotografia przedstawia hotel na plaży. Po lewej stronie tego zdjęcia widzimy zarys Domu Kuracyjnego, co świadczy, że widokówka powstała po 1907 roku. Nie później jednak, niż po 1911 r.


Trójpolowa widokówka z początków XX wieku. Po lewej ruiny kościoła św. Mikołaja, w środku port, po prawej gospoda Juliusa Mickley'a przy dzisiejszej ul. Kościuszki 55


 


Copyright © 2007 by Jarosław Gburczyk
Prawa autorskie zastrzeżone


 
  66 Odwiedzający (159 Wejścia) dzisiaj.