| Jarosław Gburczyk "Historia Łeby" |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| |
Wiek XX - Kąpielisko i dzielnica willowa |
|
| |
Wiek XX
Kąpielisko Łeba
Powstanie dzielnicy willowej
Elektryfikacja miasta
Podmorski kabel telekomunikacyjny
Widokówki
Kawiarnia "Waldfrieden", dawniej "Fox"
Zakład Kąpieli Gorących
Bez przepisów ani rusz...
Kosze plażowe
Kąpielisko Łeba
Początki zorganizowanego kąpieliska w Łebie sięgają ostatnich dekad XIX wieku, kiedy w mieście zawiązało się Towarzystwo Kąpielowe (niem. Badeverein). W tamtych czasach plażowiczami byli głównie sami łebianie, gdyż jak już w innym rozdziale wspominałem, w tym okresie jedynymi letnikami były rodziny okolicznego ziemiaństwa, które spędzały zazwyczaj całe lato w Łebie. Ich liczba oscylowała w granicach kilkudziesięciu osób rocznie.
W 1898 roku, w wydaniu "Bäder-Almanach", czyli w ukazującym się co kilka lat (od 1882 roku) zbiorze informacji na temat popularnych i tych mniej znanych kąpielisk niemieckich, pojawiła się wzmianka o Łebie. Oto jak z turystyczno-uzdrowiskowego punktu widzenia widziano Łebę w końcu XIX wieku:
"Łeba jest miejscowością portową, liczy 2 tys. mieszkańców (gmina Łeba), a droga z miasta do plaży zajmuje 8 minut. Piękne, zacienione promenady prowadzą do zabezpieczonego przed uderzeniami fal kąpieliska, o czystej, krystalicznej wodzie. Na dnie leży najczystszy biały piasek, pozbawiony kamieni. Wspaniała, szeroka plaża z wieloma ławkami do siedzenia. Na wydmie ulokowały się dwa zameczki plażowe (małe, drewniane hotele, działające tylko w sezonie letnim – przyp. autora) i restauracja z widokiem na morze.
Z tyłu wydm mieszany las z wieloma dróżkami i bogatym w ozon powietrzem, przyprawionym zapachem lasu. Zachwycający pobyt, a dookoła mnóstwo ławek. Najwyższa wydma widokowa - 21 m n. p. m. (Mampedüne – przyp. autora) pozwala na zachwycanie się panoramą, oddaloną nawet o 30 km.
Łeba jest kurortem klimatycznym pierwszej rangi dla cierpiących na niedokrwistość, skrofulozy, nerwowość, dla przepracowanych umysłowo, pacjentów skórnych i cierpiących na krzywicę, a także dla rekonwalescentów. Do dyspozycji stoją: lekarz, apteka, poczta z telegrafem oraz codziennie dwa dyliżanse pocztowe do Lęborka (pasażerskie).
Nie pobiera się taksy klimatycznej! Jednorazowa karta wstępu do kąpieliska kosztuje 20 penigów, a karnet na 10 wstępów 1,50 M. Dzienny pobyt w hotelu kosztuje od 2 do 3,50 M, natomiast tygodniowy pokój w mieszkaniu prywatnym od 5 do 10 marek Wszelkich niezbędnych informacji można uzyskać w Towarzystwie Kąpielowym."
Oryginalny skan z Almanachu, w kilku zdaniach prezentujący walory Łeby.
15 stycznia 1900 roku w berlińskim hotelu Nürnberger Hof został powołany do życia ,,Verband Deutscher Ostseebäder” - Związek Niemieckich Kąpielisk Nadbałtyckich, do którego wstąpiła również Łeba. Celem związku było propagowanie turystyki i wypoczynku w miejscowościach nadbałtyckich, które posiadały szczególne ku temu walory. Jednym ze środków reklamowych, był wydany prospekt, rozpowszechniany w 20 dużych miastach. Między innymi w Pradze, Wiedniu, Budapeszcie, Warszawie i oczywiście w samym Berlinie.
Przystąpienie Łeby do tej organizacji rozpropagowało przede wszystkim istnienie miasteczka, o którym wcześniej mało kto słyszał. Atutem była piękna i szeroka plaża, ruchome wydmy, warunki klimatyczne i dwa duże jeziora w pobliżu. Niezwykle ważnym czynnikiem w promocji Kąpieliska Łeba, było istnienie od 1899 roku połączenia kolejowego. Dzięki temu, możliwość wygodnego dojazdu do miasteczka mieli turyści nawet z odległych regionów.
Do obsługi plażowiczów magistrat zatrudnił znane nam z nazwiska dwie osoby. Pierwszą z nich była panna Emma Neumann, do której obowiązków należało m.in. sprzedaż biletów wstępu do kąpieliska, wypożyczanie koszy, utrzymywanie porządku, otwieranie i zamykanie przebieralni i domków kąpielowych oraz... reagowanie na rozwiązłe zachowanie gości i czuwanie nad przepisowymi strojami plażowymi.
Jej dzień pracy rozpoczynał się o godzinie 7.00, a kończył o 19.00 z dwugodzinną przerwą na obiad. Warto dodać, że z czasem zrezygnowano z pobierania opłat wstępu na plażę, gdyż wprowadzono ogólną opłatę dla turystów, zwaną taksą klimatyczną. Pobierano ją, podobnie jak dzisiaj, przy meldowaniu gości.
Najwcześniejsza wzmianka o pobieraniu taksy klimatycznej, na którą natrafiłem, pochodzi z 1911 roku. Wówczas obowiązywały dwie taryfy, z terminem ważności do końca roku kalendarzowego. W pierwszej taryfie płaciło się 3 marki od osoby, natomiast druga taryfa przewidywała opłatę 5 marek od rodziny.
Za nadzór nad gośćmi w wodzie i przygotowywanie ciepłych kąpieli odpowiedzialny był ,,dobrze umiejący pływać” Hermann Dreyer. Z zachowanych fotografii wynika, że na plaży stały dwa osobne drewniane domki do zażywania kąpieli gorących. Ma się rozumieć, nie były to przybytki koedukacyjne. Jedną z corocznych umów o pracę pomiędzy tą dwójką a magistratem podpisano 8 lipca 1905 roku, nawiasem mówiąc w dniu święta miasta. Dzięki osobie Dreyera możemy śmiało powiedzieć, że zorganizowane ratownictwo wodne w Łebie liczy ponad 100 lat!

Kąpielisko morskie w Łebie w roku 1905. Po lewej dla mężczyzn, w środku dla kobiet, po prawej hotel Plażowy"
W tym mniej więcej okresie ustawiono przy ważnych szlakach kolejowych 15 dużych reklam. Znajdowały się one przy trasie z Lęborka do Gdańska i Tczewa, stamtąd do Piły i Berlina, a w drodze powrotnej z Berlina przez Szczecin do Lęborka. Były to drewniane, kwadratowe tablice o szerokości 1,5 metra. Na białym tle widniał napis wykonany czarną farbą o treści: ,,Ostseebad Leba, das Bad der Zukunft” - ,,Kąpielisko bałtyckie Łeba, kąpieliskiem przyszłości”. Oddajmy głos ówczesnym mediom. ,,Lauenburger Zeitung” (Gazeta Lęborska) w 1904 roku tak pisała:
,,Jednym z najbardziej interesujących i wyśmienitych kąpielisk nad całym wybrzeżem Bałtyku jest kąpielisko morskie Łeba (...). Jakie kąpielisko ma tak potężne i jedyne w swoim rodzaju wydmy, tak piękną białą plażę i falujące otwarte morze? Za niewielkie pieniądze nie można nigdzie tak dobrze wypocząć, jak w dwóch hotelach znajdujących się w mieście. Do wielu pięknych, osłoniętych lasem dróżek prowadzących do plaży utworzono nową, bardzo gustowną, która jak po sznurku łączy Łabędzi Staw (Czarny Stawek - dop. autora) z morzem. Dzięki temu można w ciągu kilku minut dojść z miasta do plaży...”
W przewodniku wydanym przez Związek Kąpielisk w roku 1911 czytamy:
,,Niespotykanie szeroka i pozbawiona kamieni piaszczysta plaża oraz czyste i twarde dno morskie sprawiają, że Łeba jest najlepszym kąpieliskiem bałtyckim. Czyste i pozbawione kurzu powietrze sprawia, że spacery wzdłuż brzegu są dużą przyjemnością. Nie tylko lecznicze właściwości morskiego powietrza sprawiają, że miasto jest na pierwszym miejscu wśród kurortów klimatycznych. Duży wpływ odgrywają tu okoliczne lasy i czyste powietrze, napływające znad jezior. Łeba na skutek swojego położenia geograficznego posiada wolne od pyłków powietrze i łagodne skoki temperatury, inaczej niż w głębi lądu. Położenie pomiędzy dwoma dużymi jeziorami na lądzie podobnym do półwyspu sprawia, że jest zaliczana do najbardziej szczęśliwych i słonecznych okolic na obszarze całego Pomorza”.
Nic dodać, nic ująć. Takie słowa mogłyby spokojnie się znaleźć i we współczesnym przewodniku, bez obawy, że coś zostało podkoloryzowane, czy wręcz skłamane. Swoją drogą, jak tu wierzyć Napoleonowi, który 100 lat wcześniej tak się wyraził o Pomorzu: ,,Przez 9 miesięcy macie tu zimę, przez trzy kolejne żadnego lata, i wy kanalie nazywacie to ojczyzną?”
Powstanie dzielnicy willowej
Ważnym krokiem w turystycznym rozwoju miasta, było powstanie w 1903 roku Towarzystwa Budownictwa Willowego w formie spółki akcyjnej z siedzibą w Łebie. Pełna niemiecka nazwa towarzystwa brzmiała: ,,Villen-Bau-Genossenschaft Ostseebad Leba eGmbH”. Założycielami było 27 osób, w tym tylko dwie z Łeby, natomiast pozostali wywodzili się z okolicznego ziemiaństwa i kręgów finansowych Lęborka. Kapitał założycielski wynosił 27 tys. marek, czyli po tysiąc od jednego członka.
Na wniosek spółki, magistrat dokonał pomiarów geodezyjnych i wyznaczył dzielnicę willową w rejonie następujących ulic, które zostały wydłużone lub nowo utworzone:
wydłużone:
- od południa Birkenallee (Aleja Brzozowa - istniał tylko krótki odcinek drogi dojazdowej do młyna)
- od zachodu Seestrasse (ul. Wojska Polskiego - istniał odcinek od miasta do skrzyżowania z przyszłą Aleją Brzozową.
nowo utworzone:
- od północy Roonstrasse (ul. Nadmorska do skrzyżowania z Sosnową)
- od wschodu Luisenstrasse (Matejki) i część Bismarckstrasse (Sosnowa). Ulica Luisenstrasse otrzymała swoją nazwę dużo później. Powszechnie sądzono, że zawdzięcza ją imieniu żony właściciela Kurhausu Luisie Nitschke, a w rzeczywistości pochodzi od imienia królowej pruskiej Luisy, żony Fryderyka III, zmarłej w roku 1810 w wieku 34 lat.
Wewnątrz tego obszaru utworzono 4 dalsze ulice: pozostałą część Bismarkstrasse (Obr. Westerplatte), Mackensenstrasse (ul. Okrzei), Blücherstrasse (ul. Sportowa) i Moltkestrasse (Chełmońskiego). Wówczas Bismarckstrasse przebiegała częścią obecnej ulicy Obrońców Westerplatte i przy końcu boiska skręcała w lewo w kierunku morza.

Schemat ulic w dzielnicy willowej na początku XX wieku. (grafika własna)
Kamień węgielny pod pierwszą willę został wmurowany dnia 28 sierpnia 1903 roku, o godzinie 16:30. Z zachowanych zdjęć i dokumentów wynika, że pierwszy dom został wybudowany na rogu obecnej ulicy Nadmorskiej i Sportowej. Jest to do dzisiaj stojący budynek z charakterystyczną wieżyczką od strony północnej. Jego budowniczym był mistrz murarski i ciesielski, Albert Paul Kaufmann z Lęborka.
Uroczystość wmurowania aktu erekcyjnego zgromadziła prawdziwe rzesze publiczności. Oprócz inwestorów, władz miasta i bardzo licznie przybyłych mieszkańców, zebrała się całkiem spora grupa gości letniskowych. Zgodnie z niemieckim zwyczajem, trzy pierwsze uderzenia młotkiem wykonał najbardziej honorowy gość, w tym przypadku burmistrz Gaedtke. W krótkim przemówieniu mówił on o znaczeniu powstającej dzielnicy willowej dla rozwoju turystycznego Łeby. Następnie pozostali goście honorowi przystępowali do wypełnienia rytuału.
Na zakończenie włożono do metalowej kapsuły pismo sporządzone na tą okoliczność, po czym dołożono kilka obiegowych monet i kapsułę zalutowano. Zamurowanie tego pojemnika zakończyło oficjalną część uroczystości, której dalszy ciąg znalazł miejsce przy biesiadnych stołach. Tak rozpoczęła się historia zachowanego do dzisiaj domu i całej, jakże potrzebnej miastu dzielnicy willowej. Kolejna willa powstała po sąsiedzku przy ulicy Sportowej.
Początkowo była to okolica pozbawiona zupełnie drzew z niską roślinnością, z rzadka widocznymi krzewami. Przez ostatnie stulecia ten teren wykorzystywano do wypasu owiec, dlatego w języku potocznym ta część miasta nazywała się po prostu owcze łąki. Na skutek nacisków Łebskiego Towarzystwa Ochrony Przyrody, wymuszono na inwestorach dokonywania zadrzewień terenu, aby wzbogacić i urozmaicić krajobraz.
Piękną pamiątką z tamtych czasów jest Aleja Brzozowa. Została ona obustronnie obsadzona dzięki administracji majątku w Nowęcinie, która dostarczyła sadzonek i ludzi do pracy. Z tamtego okresu pochodzi też drzewostan pomiędzy parkiem miejskim przy ulicy Kościuszki a wydmami nadmorskimi, wzdłuż zachodniej strony ulicy Wojska Polskiego. Głównym mecenasem w dziele zadzewiania nie tylko dzielnicy willowej, ale i miasta, był Max Nitschke. W tym okresie był on właścicielem hotelu przy obecnej ul. Kościuszki 66 oraz dzierżawił restaurację na dworcu. Kilka lat później został właścicielem Domu Kuracyjnego (obecnie hotel Neptun).
W nieco późniejszym czasie zasadzono brzozy na wschód od boiska, lecz kolejni inwestorzy, zwłaszcza w latach trzydziestych zaczęli je wycinać dla pozyskania terenu pod budowę. Jeszcze w latach 60. i 70. na wolnych działkach rosło tam od 5 do 7 drzew na 100 metrów kwadratowych. W chwili obecnej jest to teren zabudowany, bez wolnych działek i większych skupisk drzew.
Po wybudowaniu kilku okazałych willi przez Towarzystwo Budowlane, również indywidualni inwestorzy wkroczyli na teren dzielnicy. Nie był to proces szybki, a wręcz można powiedzieć powolny i rozciągnięty w czasie na całe czterdziestolecie, przed wybuchem II wojny św. Do dzisiaj zachowała się zdecydowana większość wybudowanych wówczas domów, a niektóre pięknie odrestaurowane, są świadectwem świetności ich projektantów i budowniczych.

Rok 1904. Pierwsze domy w dzielnicy willowej.

Widokówka z 1906 r. Te same domy w pełnej krasie. Oba ujęcia wykonano z miejsca, gdzie obecnie znajduje się lokal gastronomiczny "Pod Strzechą".

Widokówka z lat 20. ub. wieku przedstawia część dzielnicy willowej, leżącą pomiędzy dzisiejszymi ulicami Nadmorską, Sportową, Obr. Westerplatte i Wojska Polskiego. Na placu w centrum fotografii znajdowało się ogrodnictwo, którego właścielem do 1945 roku był Metzke.
Willa "Thora" - ekskluzywny pensjonat w dzielnicy willowej u zbiegu obecnych ulic Nadmorskiej i Woj. Polskiego. Pierwszym właścicielem tego pięknego budynku, była panna Thora Lambeck, która przeznaczyła go w całości pod wynajem letnikom. W 1911 roku pobyt osoby dorosłej, wraz z kompletnym wyżywieniem, wynosił 3,50 marek. W okresie powojennym obiekt został upaństwowiony i przebudowany, tym samym zatracił swój charakter letniskowy.
Dawna willa "Thora" w styczniu roku 2010
Foto: Jarosław Gburczyk

Około 1910 r. Skrzyżowanie ulicy Wojska Polskiego (Seestrasse) z Obr. Westerplatte (Bismarckstrasse). W willi po lewej stronie przy Seestrasse, od 1928 roku mieszkał kierownik szkoły Ernst Mausolff. Właścicielem domu po prawej był von Somnitz.

Dawna willa von Somnitza zachowała swoją architekturę do końca lat 60.

A to już socrealizm. Willa von Somnitza po przebudowie. Widokówka z lat 70.

Dawna willa "Veronika" przy ul. Obr. Westerplatte 15. Jej właścicielem był pruski oficer w st.
spoczynku, major Temme.
Foto: Jacek Łakis

Mapa topograficzna z 1911 roku. Krzyżykami zaznaczono pozostałości po dawnym połączeniu jeziora Sarbsko z rzeką Łebą. Ciek ów nosił spolszczoną nazwę Dalschy (Dalszy), co może sugerować, że funkcjonował on równolegle z kanałem Chełst. Jeszcze przed II wojną św. zatarły się ostatnie ślady jego istnienia.
Elektryfikacja miasta
Początek XX wieku jest erą elektryfikacji, więc i to udogodnienie zawitało pod miejscowe dachy. Jasno oświetlone pensjonaty były świadectwem zaniku zaściankowości, tak bardzo zwalczanej w modnych kurortach. Pozostałościami po pionierskich czasach elektryfikacji są jeszcze dzisiaj działające transformatory wieżowe, rozsiane po mieście. Jeden z nich znajduje się przy skrzyżowaniu ulicy Obr. Westerplatte i Sportowej, tuż przy boisku sportowym.
Trudno ustalić z całą pewnością, kiedy Łeba została podłączona do sieci energetycznej. To zagadnienie jest pomijane w literaturze, a niezwykle skąpe umocowanie źródłowe, nie pozwala na precyzyjne określenie w czasie. Uważam, że temat jest dosyć istotny z punktu widzenia historii miasta, dlatego w tym miejscu pozwolę sobie na małą dedukcję.
Z końcem XIX i w pierwszych latach XX wieku, jak grzyby po deszczu powstawały małe elektrownie wodne. Oczywiście tylko na tych rzekach, na których istniały odpowiednie warunki hydrologiczne. Były to w zdecydowanej większości siłownie o małej mocy, od kilkunastu do kilkuset kilowatów. Wiele samorządów, zwłaszcza miejskich, i niektóre duże przedsiębiorstwa przemysłowe uruchamiały niewielkie elektrownie parowe i spalinowe do oświetlenia domów, ulic, hal fabrycznych itp. Pobór mocy w sieciach miejskich nie był duży, gdyż jedynymi odbiornikami były żarówki. W tamtym okresie najczęściej korzystano z żarówek 60 watowych.
Szacunkową wartością potrzebną na pokrycie zapotrzebowania energetycznego całej Łeby, było około 90 kilowatów (1500 żarówek o mocy 60 wat każda). Nie wiemy czy w mieście pracował agregat prądotwórczy, który przynajmniej częściowo pokrywałby popyt na energię. Na kolorowanej widokówce z okresu budowy dzielnicy willowej (rok 1904) widzimy słup z dwoma izolatorami, który mógłby świadczyć o istnieniu sieci energetycznej w mieście. Niestety nie możemy tej widokówki przyjąć za dowód, gdyż słup mógł równie dobrze służyć do podtrzymywania przewodów telefonicznych lub mieć zupełnie inne przeznaczenie.

Czy widoczny na widokówce słup służył do podtrzymywania przewodów elektrycznych?
Elektrownie pracujące najbliżej Łeby, czyli w Strudze nad Słupią (od 1896 r. - 250 kW), w Biesowicach nad Wieprzą (od 1905 r. - 432 kW), w Żelkowie nad Łupawą (od 1906 r. - 382 kW) i w Kępce nad Wieprzą (od 1911 r. - 520 kW), zaopatrywały przede wszystkim Słupsk i okolice. W 1910 roku uruchomiono dwie elektrownie na rzece Raduni; w Straszynie (2,41 MW) i w Rutkach (0,54 MW). Z wytwarzanego przez nie prądu zasilano Gdańsk.
W omawianym czasie nie istniał jeszcze zintegrowany system energetyczny i odbiorcy byli przypisani w sensie dosłownym do konkretnego generatora. Dopiero oddanie do użytku w roku 1914 dużej hydroelektrowni w Gałąźni Małej nad Słupią (powiat bytowski), pozwoliło na przesyłanie prądu w oddalone rejony. Z wytwarzanej energii 3,5 MW, która wystarczała do zapalenia 58.333 żarówek o mocy 60 W, 2/3 przeznaczono na zasilanie Lęborka, Łeby i okolic, a 1/3 skierowano do Bytowa. Uruchomienie kolejnych elektrowni, w Strzegominie (2,31 MW) i w Krzyni (0,9 MW), pozwoliło na zasilenie reszty regionu.
W dalszym ciągu niemalże cały potencjał był wykorzystywany do zasilania żarówek i będących wielką rzadkością silników elektrycznych. Równie wielką rzadkością na początku XX wieku, było wynalezione w 1882 roku żelazko elektryczne, będące pierwszym urządzeniem AGD zasilanym elektrycznie. Ciekawostką jest, że w 1910 roku, w oddalonym od Łeby o 65 km Słupsku, uruchomiono komunikację tramwajową z trakcją elektryczną.
Ceny energii były w tamtych czasach astronomiczne. W roku 1908, jeden kilowat z elektrowni należącej do hrabiego Gustawa von Schwerina w Żelkowie (pow. słupski), kosztował 30 fenigów. Porównując tę kwotę do współczesnych realiów i siły nabywczej pieniądza wyliczyłem, że odpowiada to obecnym 12 złotym polskim (2006 r. wg Bundesbanku). Jak widać, korzystanie z energii elektrycznej na początku XX wieku było bardzo kosztowne, dlatego użytkowano ją niezwykle oszczędnie. Na skutek elektryfikacji, a więc i upowszechnienia energii elektrycznej, jej ceny systematycznie spadały.
Tytułem ciekawostki chciałbym jeszcze dodać małe zestawienie z 1929 roku, pokazujące zużycie energii elektrycznej w Lęborku z podziałem na sposób wykorzystania:
- 60% oświetlenie
- 24,9% produkcja i usługi
- 7,4% kolej
- 1,7% AGD
- 6% straty
Roczne zużycie całej energii elektrycznej w Lęborku wyniosło 735 tys. kWh, co daje niespełna 40 kWh na głowę mieszkańca! Było to jednak ponad trzykrotnie więcej, niż w roku 1923, kiedy cały Lębork zużył zaledwie 236,9 tys. kWh**.
Przyjmując założenie, że na budowę sieci przesyłowej do Łeby potrzebowano roku, od uruchomienia elektrowni w Gałąźni Małej, otrzymujemy rok 1915 jako datę elektryfikacji. Poparciem tej tezy są akta łebskiego magistratu z lat 1915-28, pod tytułem: ,,Włączenie do miejscowej sieci elektrycznej”, znajdujące się w Archiwum Państwowym w Szczecinie*. Niestety wymienione dokumenty nie informują o dacie oddania do użytku linii przesyłowych do miasta.
____________
* A.P. w Szczecinie, poz. 93/220/0/139
** Bilder aus Ostpommern - Berlin 1931
Podmorski kabel telekomunikacyjny
Inną ważną inwestycją było wybudowanie centrali telefonicznej przy głównej ulicy. (Już wcześniej na poczcie działała łącznica). Oprócz pośrednictwa w komunikacji telefonicznej dla mieszkańców, spełniała ona jeszcze inną, ważną funkcję. W latach 1920/22 położono trzy kable podmorskie do obsługi komunikacji telefonicznej i telegraficznej. Brały one swój początek w Łebie, a wychodziły na terenie Wolnego Miasta Gdańska i w Prusach Wschodnich. Inwestorem tego kosztownego przedsięwzięcia była niemiecka PTT (Poczta, Telegraf i Telefon).
Użyte powyżej określenie "centrala telefoniczna" jest niezbyt precyzyjne, gdyż zasadniczą funkcją tej instytucji było wzmacnianie sygnału kablowego. Stąd w oficjalnej nomenklaturze ta placówka nazywała się Verstärkungsamt. Verstärkung w języku niemieckim znaczy wzmocnienie, natomiast Amt oznacza urząd. Krótko mówiąc - urząd wzmocnień.
Na skutek uzyskania przez Polskę po pierwszej wojnie światowej niepodległości i dostępu do morza, nastąpiło odcięcie Wolnego Miasta Gdańska i Prus Wschodnich od Niemiec. Dla uniezależnienia się od tranzytu telekomunikacyjnego przez terytorium Polski, położono te właśnie kable.
Opisując to zagadnienie pozwolę sobie przyjąć wersję specjalisty, zajmującego się historią kabli podmorskich - Billi Glovera. Według niego pierwszy kabel został położony w 1920 roku i połączył Łebę z Tenkitten koło Królewca w Prusach Wschodnich. Jego ułożenia dokonał statek kablowy ,,Randulf Hansen”. Natomiast dwa pozostałe połączenia do Wolnego Miasta i jeszcze raz do Tenkitten, wykonano 2 lata później ze statku ,,Nordeney”. W obu przypadkach producentem kabla i urządzeń wzmacniających, była firma ,,Felten & Guilleaume” z Kolonii* .
Przepustowość komunikacyjna kabli nie była imponująca. Każdy z nich posiadał 6 podwójnych przewodów telefonicznych i 3 przewody telegraficzne**. Pozwalało to na prowadzenie zaledwie 12 rozmów równocześnie do Prus Wschodnich i 6 rozmów do WM Gdańska. Centrala w Łebie była zintegrowana z centralą berlińską, dlatego pomiędzy nimi zbudowano specjalne, osobne połączenie, biegnące głównie podziemnym kablem.
W owym czasie była to siódma podmorska instalacja telekomunikacyjna w Niemczech, nie licząc krótkich odcinków na wodach przybrzeżnych o znaczeniu lokalnym. Ciekawostką jest fakt, że prace nad udoskonalaniem urządzeń wzmacniających firmy ,,Felten & Guilleaume”, przyczyniły się w dużej mierze do rozwoju kinematografii dźwiękowej i upadku kina niemego.
Długość kabli do Tenkitten wynosiła około 170 kilometrów. Wszystkie rozmowy prowadzone za ich pośrednictwem przechodziły przez centralę w Łebie, gdzie sygnał wzmacniano i przesyłano do odbiorcy po drugiej stronie. Tak samo wzmacniano sygnały przychodzące. Do obsługi połączeń wystawiono duży obiekt i umieszczono w nim konieczne urządzenia techniczne. Po drugiej wojnie podmorska linia została odłączona, gdyż nie było potrzeby jej eksploatacji. Miejsce wyjścia kabla z lądu w morze, leży mniej więcej w połowie drogi pomiędzy hotelem ,,Neptun”, a wschodnim molem.
Jeszcze kilkanaście, kilkadziesiąt lat temu, były widoczne dwa kable wychodzące z wydmy w morze. Z całą pewnością pochodziły one z 1922 roku. Trzeci, wcześniejszy, leży dużo głębiej i prawdopodobnie nigdy nie był widoczny. Budynek centrali do dzisiaj od blisko 100 lat nadal pełni funkcję telekomunikacyjną z tym, że poczciwą łącznicę i ogromne wzmacniacze lampowe zastąpiła nowoczesna elektronika.
____________
* Billi Glover ,,History of the Atlantic Cable & Undersea Communications”
** Deutsches Telefon - Museum w Morbach

Niemiecka mapa z 1942 roku z naniesionym kablem z Łeby do Tenkitten
Widokówki
Od chwili, gdy Łeba zaczęła być modna, rozpoczęto wydawanie widokówek. Nie wiadomo dokładnie, kto i kiedy wydał pierwszą. Było to w każdym razie pod koniec XIX w. Początki korespondencji na kartach pocztowych sięgają 1869 roku. Wówczas po raz pierwszy nadano we Wiedniu widokówkę z odkrytą treścią. Rok później karty pocztowe weszły do obrotu w Niemczech. Ciekawostką jest, że do roku 1904 istniał zakaz umieszczania treści na stronie adresowej. Wielu nadawców jeszcze długo potem folgowało starym przyzwyczajeniom i pisało treść na stronie widokowej.

Pokuśmy się o odrobinę niedyskrecji i przeczytajmy treść na karcie pocztowej sprzed ponad 100 lat. Heroicznego dzieła odczytania tego pisma, dokonał przyjaciel autora Willi Gäthje.
Łeba 4. 09. 02. Kochana Ami! Po pięknej podróży przybyłem do Łeby. Dzisiaj po południu jadę do Stilo, a wieczorem z powrotem do Ustki. Jutro jadę do Królewa, a pojutrze do Darłowa. Proszę o moje ciepłe (...?). Po otrzymaniu tej kartki możesz napisać do mnie do Darłówka, gdzie zjawię się w sobotę przed południem. Z serdecznymi pozdrowieniami i całusem. Twój Th.

Rok 1910. Wytworne towarzystwo pozuje do pamiątkowej fotografii na molo wschodnim. Po lewej stronie pogłębiarka parowa "Stolpmünde"

Widokówka z roku 1906 roku przedstawia pozostałości po dawnym, dębowym lesie, który został zniszczony i zapiaszczony przez ogromny sztorm w 1309 roku. Po raz pierwszy wiatr i fale odsłoniły potężne pnie i korzenie w 1684 roku. Pozostałości tej katastrofy naturalnej sprzed wieków są do dzisiaj widoczne pomiędzy plażą B, a wydmami ruchomymi. Fotografia w dolnym, lewym rogu przedstawia zachowany do dzisiaj dom w dzielnicy willowej, przy obecnej ul. Wojska Polskiego 3.
Kolejna widokówka (1906 r.) przedstawiająca pozostałości po dębowym lesie na plaży w okolicach Łeby. Wielkość pni i bliskość ich położenia względem siebie świadczy, że była to stara i gęsta dąbrowa.

Takich pozostałości po dawnej dąbrowie na plażach Łeby spotkamy więcej. Wielkość korzeni świadczy, że rosnący tu kiedyś dąb, miał ponad metr średnicy.
Foto: Jarosław Gburczyk
Kawiarnia "Waldfrieden", dawniej "Fox"
W połowie lat siedemdziesiątych XX wieku, a więc stosunkowo niedawno, dokonano przebudowy jednego z domów przy ulicy Chełmońskiego, noszącej wtedy imię polsko-sowieckiej komunistki - Wandy Wasilewskiej. Był to mały, jednorodzinny domek z bardzo stromym dachem pokrytym dachówką, wybudowany na początku lat 30. Niestety na skutek przebudowy, zupełnie zatracił on swój pierwotny charakter. W trakcie rozbiórki dachu znaleziono egzemplarz ,,Lauenburger Zeitung” (Gazeta Lęborska) z okresu budowy, w którym była wzmianka o wielkim festynie w Cafe Waldfrieden (dawniej kawiarnia Fox) z okazji zakończenia sezonu.
Wspomniany lokal znajdował się na lekkim, może metrowym podwyższeniu terenu, u zbiegu ulic Wojska Polskiego i Nadmorskiej, od jej północnej strony. Otoczony był niskim murkiem. Starsi mieszkańcy Łeby z pewnością wiedzą, że chodzi o dawną restaurację ,,Morskie Oko”, popularnie zwaną ,,Bulajem”, która na początku lat osiemdziesiątych zamknęła swoje podwoje, a budynek zrównano z ziemią.
Ten lokal sam w sobie był historią, znany w całej Polsce z dwóch odmiennie skrajnych opinii. Wybudowany w pierwszych latach XX wieku (inne źródła podają schyłek XIX w.), do końca swoich dni posiadał część wyposażenia z epoki. Dla wielu było to miejsce niezapomnianych dancingów ze striptizem jako programem artystycznym i bardzo dobrej kuchni.
Jedna z polskich gazet nazwała nawet ,,Bulaj” prowincjonalną siostrą warszawskiej ,,Victorii”. Z drugiej strony skuteczność, a pewnie i nadgorliwość służb porządkowych, pozwalała wynieść niektórym tylko jak najgorsze wspomnienia. Inna wzmianka w znalezionej gazecie mówiła o wielkiej akcji łebian przy posezonowym sprzątaniu wydm i okolicznych lasów. Zgłosiło się bardzo wielu mieszkańców, których na koniec właściciel Cafe Waldfrieden uraczył poczęstunkiem.

Widokówka z okresu międzywojennego, przedstawiająca chętnie odwiedzaną kawiarnię "Waldfrieden", po wojnie przemianowaną na restaurację "Morskie Oko". W lewej części budynku na parterze mieściła się kuchnia, natomiast na piętrze kilka pokoi na wynajem. Po prawej, niewidocznej stronie, znajdowały się jeszcze jedne drzwi wejściowe do sali taneczno-restauracyjnej. W okresie powojennym z części kawiarnianej (na wprost) utworzono bar, gdzie głównie sprzedawano piwo kuflowe. Pamiętam, jak w latach 70. kolejki niejednokrotnie dochodziły do schodów.
W tym miejscu chciałbym przytoczyć pewną historię związaną z ,,Morskim Okiem”. To był maj roku 1976, niedziela, w porze obiadowej. Już nie przypominam sobie z jakiej okazji poszliśmy całą rodziną do restauracji na obiad, ale to nieistotne. W trakcie konsumpcji pysznego jak zwykle w ,,Bulaju” posiłku, pod restaurację podjechał autokar z Niemiec i wysiadła z niego spora grupa pasażerów. To był już czas odwilży dla przyjazdów niemieckich turystów do Polski. Te sprawy wyregulowało porozumienie kanclerza Willi Brandta z Gomułką w 1970 roku.
Wszyscy turyści bez wyjątku weszli do lokalu i zajęli resztę wolnych miejsc. Przy sąsiednim stoliku usiadło dwóch panów z przyprószonymi siwizną włosami i zamówiło piwo. Kiedy nasz posiłek dobiegał końca zauważyliśmy, że jeden z mężczyzn przy sąsiednim stoliku dyskretnie płacze. Mój ojciec znający bardzo dobrze język niemiecki zapytał z troską, czy coś się stało. Opowieść, która wypłynęła z ust zagadniętego mężczyzny, była ciekawa i wzruszająca. Otóż był on dawnym mieszkańcem Łeby, podobnie jak pozostali pasażerowie i po raz pierwszy od zakończenia wojny odwiedził swoje rodzinne miasto.
Z łezką w oku relacjonował swoje przeżycia po ponad 30 latach rozstania, wspominał szczególne miejsca swojej młodości i wypytywał o zmiany w mieście. W pewnym momencie ciągnąc swoją relację wskazał ręką na jeden z sąsiednich stolików i powiedział, że w tym miejscu siedział, kiedy żegnał się z narzeczoną przed wyjazdem na front w 1942 roku.
Dodał, że jeszcze ma świeżo w pamięci smak pitego wówczas piwa, a przed oczyma dokładnie to samo wyposażenie lokalu, które do dnia dzisiejszego się nie zmieniło. Te same stoliki, te same krzesła, lampy, drzwi i okna. Po obiedzie przesiedzieliśmy razem dobrą godzinę i trzeba było się pożegnać. Czas upływa i takie historie zdarzają się coraz rzadziej, a w dawnej ,,Cafe Waldfrieden” nie zdarzą się już nigdy więcej.
Pani I. P. z Hamburga - była mieszkanka Łeby - w 1997 roku tak zrelacjonowała swój pierwszy powojenny pobyt w lokalu:
,,Po wojnie w 1974 roku, przyjechałam na jeden dzień do Łeby z Sopotu. Oczywiście wstąpiłam do ,,Cafe Waldfrieden”. W sali stały ponakrywane białymi obrusami stoliki. Z bijącym sercem siedziałam tam przy kawie i ciastku, a z głośnika dochodziła po niemiecku znana piosenka Heino. To było bardzo, ale to bardzo komiczne” *.
____________
* ) BdL -Buergerbrief nr. 28
Zakład Kąpieli Gorących
Czynnikiem o dużym znaczeniu w infrastrukturze miasta było powstanie w 1928 roku łaźni miejskiej, noszącej szumną nazwę Zakład Kąpieli Gorących (Warmbadeanstalt). Wcześniej na plaży znajdowały się dwa domki do zażywania gorących kąpieli w wodzie morskiej, jednak prowadziły one działalność sezonową i były bardzo prymitywnie wyposażone. Dla ciekawości podam, że mydło w słonej wodzie się nie pieni, więc taka kąpiel miała bardziej charakter relaksacyjny, niż higieniczny.
Przewodnik "Związku Kąpielisk" z 1911 roku informuje, że w Łebie cena kąpieli w gorącej wodzie morskiej, wynosiła 80 fenigów. Było to stosunkowo drogo, gdyż w owym czasie był to przybliżony zarobek robotnika wykwalifikowanego za dwie godziny pracy.
Jeszcze mało kto w pierwszych dziesięcioleciach XX wieku miał łazienkę w domu, za którą przez wieki służyła balia. Najbardziej jaskrawo było to widoczne na wsiach i w małych miasteczkach, które nie posiadały wodociągów (Łeba posiada od 1935 r.). Nieustanny postęp cywilizacyjny dyktował zachowania w zakresie utrzymania higieny i czystości osobistej. Nie każdemu było w smak kąpać się tylko raz w tygodniu w wannie, w której woda niejednokrotnie zawierała brudy kilku poprzedników.
Jednym z elementów poprawy warunków higienicznych były znane od tysiącleci łaźnie miejskie, służące dobru publicznemu. Poza tym zakłady kąpieli gorących stawały się standardem w miejscowościach wypoczynkowych, znacznie podnosząc ich rangę.
Wiechę na konstrukcji dachu zawieszono 26 kwietnia 1928 roku, co oznaczało, że umowna połowa robót została już wykonana. Był to budynek parterowy z wysokim, skośnym dachem krytym dachówką położony przy ulicy Leśnej, po lewej stronie przy nieistniejącym jeszcze wtedy wejściu na plażę A. Na jego wyposażenie składało się 6 pojedynczych kabin z żeliwnymi wannami, po trzy dla kobiet i trzy dla mężczyzn, oraz dwóch kabin prysznicowych z kilkoma natryskami każda.
Obiekt posiadał własne ujęcie wody o małej wydajności, nie pokrywające w pełni zapotrzebowania. Środek zaradczy znaleziono na... poddaszu. Wstawiono tam dwa wielkie zbiorniki retencyjne o pojemności ok. 4 tys. litrów każdy. Jeden zbiornik służył jako rezerwuar wody morskiej, bo oprócz zwyczajnej, oferowano też gorące kąpiele w wodzie morskiej i kąpiele lecznicze. Kotłownia węglowa w pełni zabezpieczała potrzeby w zakresie gorącej wody i ogrzewania.
Zrzut ścieków odbywał się do położonego w pobliżu szamba, które tylko teoretycznie spełniało swoją funkcję. Był to ,,zbiornik” ziemny wymurowany z cegły dziurawki, ale w ten sposób, że otwory w cegłach odprowadzały ścieki prosto do piaszczystego gruntu. Po wojnie ten przybytek działał do połowy lat 70. jako zwykła łaźnia, bez atrakcji leczniczych i gorącej wody morskiej. Wszystkie elementy wyposażenia, jak również to nieszczęsne szambo, przetrwało do czasu likwidacji w stanie niezmienionym. W połowie lat 80. obiekt przebudowano i obecnie służy innym celom.

Zakład Kąpieli Gorących przy ul. Leśnej. Fotografia z lat 30. XX wieku.

Lata 30. Łaźnia od wschodu sąsiadowała z Domem Kuracyjnym (w głębi). W okresie powojennym pomiędzy tymi obiektami utworzono główne wejście na plażę A.


Kolejne widoki łaźni miejskiej z lat 30.

W połowie lat 80. dokonano przebudowy nieczynnej łaźni. Stan z 2006 r.
Foto: Karol Trylewicz
Bez przepisów ani rusz...
W zachowanej taksie klimatycznej z przełomu lat trzydziestych i czterdziestych czytamy:
|
Taksa klimatyczna dla kąpieliska bałtyckiego klasy IV, do którego należy Łeba, wynosi:
- 1 osoba ............ dziennie 0,40 RM*
- 2 osoba..............dziennie 0,30 RM
- 3 osoba..............dziennie 0,10 RM
- 4 osoba..............dziennie 0,10 RM
Piąta i każda następna osoba bezpłatnie. Dzieci do lat 6 również bezpłatnie. Opłaty będą pobierane tylko do 14 dnia pobytu. Lekarze są zwolnieni od opłat. Dzieci w wieku od 6 do 16 lat oraz służba domowa kuracjuszy płaci taryfę jak za trzecią osobę.
Kąpiele
1/ Gorącej kąpieli morskiej i leczniczej, można zażywać w nowoczesnym zakładzie kąpielowym po umiarkowanych cenach.
2/ Na plaży zezwala się na zimne kąpiele (w morzu - dop. autora)
3/ Miłośników kąpieli piaskowych, powietrznych i słonecznych prosi się o korzystanie z terenu przed, albo zaraz za wydmami.
Chorym i cierpiącym stoją do dyspozycji lekarze, dentyści i apteka.
Koszt kosza plażowego zwyczajnego 4,50 RM tygodniowo, a kosza z możliwością leżenia 6 RM.
|
____________
*RM = Reichmark = marka Rzeszy
Warto w tym miejscu przedstawić przepisy regulujące kwestie ubioru i obyczajności w kąpielisku nadmorskim. Zostały one wydane zarządzeniem władz policyjnych 1 czerwca 1931 roku.
|
§ 1. Kąpiel nago w miejscach publicznych jest zabroniona. Kobiety mogą się publicznie kąpać tylko w stroju kąpielowym, który na piersiach i brzuchu całkowicie zakrywa ciało i przylega pod pachami. Strój w dolnej części musi sięgać poniżej ,,trójkąta” i ściśle przylegać do ud. Na plecach górna krawędź stroju nie może leżeć poniżej dolnej krawędzi łopatek. Mężczyznom wolno kąpać się publicznie tylko wtedy, gdy mają założone spodenki kąpielowe z nogawkami poniżej ,,trójkąta”, ściśle przylegające do ud. Nie dotyczy to kąpielisk i innych miejsc kąpielowych przeznaczonych wyłącznie dla kobiet lub dla mężczyzn.
§ 2. Wszelkie zachowania w wodzie i nad wodą powodujące zgorszenie są zabronione.
§ 3. Zabrania się wchodzenia i przebywania w stroju kąpielowym w lokalach gastronomicznych. Nie dotyczy to lokali, które znajdują się na plażach lub w innych miejscach kąpielowych.
§ 4. Odpowiednie władze policyjne mogą wydać inne, dalej idące rozporządzenia.
§ 5. Nieprzestrzeganie tych przepisów jest zagrożone karą grzywny do 150 RM.
|
Te rygorystyczne przepisy i tak znacznie złagodziły regulacje z przełomu wieków, kiedy stroje zawierały dużo więcej materiału i obowiązkowe nakrycie głowy. Wówczas nie do pomyślenia było, aby dama wyszła z wody w mokrym kostiumie. Dlatego na plażach były przebieralnie, biegnące kilkanaście metrów w głąb morza, gdzie pływaczka zaraz po wyjściu z wody mogła się przebrać i wrócić na plażę nie powodując zgorszenia. Na plażach publicznych, na których nie było stałych przebieralni, powszechnie korzystano z przebieralni ruchomych na kołach.
Takie to były czasy naszych prababek, ściśle ukrywających swoje walory przed amatorami kobiecych wdzięków. Nieliczni wówczas zwolennicy figowego listka, podobnie jak dzisiaj, maszerowali wiele kilometrów w stronę Stilo i tam w spokoju oddawali się plażowym przyjemnościom.
O oryginalności tamtych czasów niech świadczy fakt, że aż do 16 lipca 1913 roku, w Łebie było osobne kąpielisko dla kobiet i 200 metrów dalej dla mężczyzn. Pośrodku był pas "wody niczyjej". Dopiero z tą datą utworzono kąpielisko rodzinne (Familienbad), w którym mieszane towarzystwo damsko-męskie mogło w majestacie prawa korzystać ze wspólnych kąpieli.
Całe szczęście, że nigdy nie było problemu "płciowego" z samym pobytem na plaży i wygrzewać się w słońcu można było w dowolnym towarzystwie. W innych miejscowościach wypoczynkowych, gdzie władze lokalne były mniej konserwatywne, żeby nie powiedzieć mniej pruderyjne, wspólne kąpieliska powstawały nawet kilka dziesięcioleci wcześniej.

Od ok. 1910 r., powoli zaczęły wchodzić w modę obcisłe stroje kąpielowe dla pań. Widoczny na ilustracji pojazd, to ruchoma przebieralnia.

Karta pocztowa z początków XX wieku, przedstawia w sposób żartobliwy ówcześnie obowiązującą modę plażową. Po prawej ruchoma przebieralnia.

Kąpielisko rodzinne (Familienbad) na karcie pocztowej z przełomu XIX i XX wieku.

Widokówka z pierwszej dekady XX wieku, przypuszczalnie rok 1908. Proszę zwrócić uwagę na wytworność gości plażowych. Jeżeli któraś z tych dystyngowanych dam chciałaby zażyć kąpieli, to musiałaby się pofatygować do przebieralni damskiej (niewidoczna, znajdowała się za plecami fotografa), gdzie po wdzianiu przepisowego stroju kąpielowego, dopiero mogła wejść po schodkach do wody. Na fotografii przebieralnia męska.

Dzięki tej widokówce z ok. 1910 r. widzimy rozmieszczenie obiektów na plaży w Łebie (polskie napisy dodane przez autora opracowania). W tle, równolegle do linii horyzontu, molo wschodnie. Ujęcie wykonano ze schodów prowadzących do Domu Kuracyjnego. Jedynymi pozostałościami po tych obiektach, są gdzieniegdzie widoczne jeszcze resztki słupów, które zostały ścięte ponad poziomem gruntu.

Nikt nie wpadł na pomysł usunięcia tych niebezpiecznych dla kąpiących pali, będących pozostałościami po przebieralni męskiej (zobacz ilustrację powyżej). W latach 70. i początku lat 80 były one niewidoczne, w tym miejscu zalegała mniej więcej 1/3 szerokości plaży.
Foto: Jarosław Gburczyk
Kosze plażowe
Nieodłącznym składnikiem wyposażenia każdego szanującego się kąpieliska morskiego, były i są kosze plażowe. Dzięki nim można wygodnie siedzieć i w razie potrzeby osłonić się od słońca i wiatru. Z całą pewnością ,,Kąpielisko Łeba” posiadało wypożyczalnię koszy już na początku swojej działalności w pierwszych latach XX wieku. Należy przypuszczać, że po raz pierwszy pojawiły się one kilka lat wcześniej i były przywożone na plażę przez wypoczywające w Łebie rodziny okolicznego ziemiaństwa.
Wynalazcą kosza plażowego był mistrz koszykarski z Rostoku, Wilhelm Bartelmann. W roku 1882 zwróciła się do niego nijaka Elfriede von Maltzahn z prośbą, o zbudowanie siedziska do osłony przed zbyt dużym słońcem i wiatrem na plaży. Ta zreumatyzowna kobieta ponad wszystko uwielbiała przebywanie na plaży, jednak ciężka choroba w dużym stopniu ograniczała realizację tych zamiłowań. Latem tego roku frau Elfriede i jej jednoosobowe krzesło plażowe wzbudzały sensację wśród plażowiczów w Warnemünde nad Bałtykiem. Dla mistrza Bartelmanna był to przysłowiowy strzał w dziesiątkę.
Zaczęły spływać liczne zlecenia, co spowodowało ukierunkowanie produkcji na kosze plażowe. Rok później przystąpił on do budowy koszy dwuosobowych, które również okazały się przebojem rynkowym. W tym samym czasie jego małżonka Elisabeth otworzyła pierwszą na świecie wypożyczalnię koszy na plaży w Warnemünde. Za pomocą anonsów w lokalnej prasie zachęcała do korzystania z jej wypożyczalni. W ,,Allgemeinen Rostocker Anzeiger” czytamy:
,,Gościom kąpielowym polecamy krzesła plażowe do ochrony przed słońcem i wiatrem, które można również wypożyczyć”.
Mistrz Bartelmann nie pomyślał o opatentowaniu swojego wynalazku, dlatego w krótkim czasie liczni producenci zaczęli robić złote interesy na jego pomyśle. Wprowadzano różne innowacje do pierwotnej konstrukcji, jak np. podpórki pod stopy, czy regulowane oparcie. Około roku 1900 wszystkie niemieckie kąpieliska nad morzem Bałtyckim i Północnym były wyposażone w kosze plażowe, które do dnia dzisiejszego są nieodłącznym elementem nadmorskich wakacji *).
____________
* ) Hompage firmy Bartelmann

Widokówka sprzed I wojny św. Widzimy na niej bardzo wyraźnie dwuosobowe kosze plażowe, których wypożyczaniem zajmowała się administracja kąpieliska.

Widokówka z 1907 roku. Widok na plażę od strony morza. W centrum widoczny Dom Kuracyjny, natomiast po prawej konkurencyjny Hotel Plażowy. W drugim dziesięcioleciu XX wieku, został on zlikwidowany.

Hotel plażowy (po prawej) dla bezpieczeństwa był zbudowany na palach. W głębi, również na palach, przebieralnia damska i Dom Kuracyjny.

Widokówka z 1913 roku. Hotel plażowy widziany od frontu. Jego właścicielem był Otto Blank.

W okresie Republiki Weimarskiej (1919-33), plażę w okolicy Domu Kuracyjnego chętnie dekorowano historycznymi flagami z okresu Cesarstwa Niemieckiego (1871-1918 - czarny, biały i czerwony). Napis na transparencie głosi: "Pommerntreue" (wierność Pomorzu).

Idzie na burzę - fotografia z przełomu lat 20. i 30. Proszę zwrócić uwagę na monumentalne, obecnie niespotykane grajdołki, w których odpoczywali turyści. W tamtych czasach narzędziem zabieranym obowiązkowo na plażę w Łebie, była średniej wielkości łopata.

Rok 1938. Inne czasy, inna władza, inne flagi...
Copyright © 2007 by Jarosław Gburczyk
Prawa autorskie zastrzeżone
|
|
|
|
|
|
| |
25 Odwiedzający (47 Wejścia) dzisiaj. |
|
|
|
|